Res philosophica

Pełnia Księżyca_25.01.16

 2017

·          Kiedy otwierają się przed tobą drzwi, które do tej pory były zamknięte; kiedy ręce, które wypełniałeś niechcianym pokarmem, wyciągają się w twoją stronę, prosząc o więcej; kiedy twój ból ustępuje miejsca z wolna rodzącemu się uczuciu błogości, wówczas proś Boga, by ocalił cię przed upadkiem, który czai się w każdym zaułku spełnionego pragnienia.

·          Nieważne, jaki mrok nas pochłania, zawsze pozostaniemy zdolni do generowania światła i ratowania tonącego statku, który kieruje naszą uwagę z powrotem na ścieżkę miłości.

·          Wszystko dąży do równowagi. Zadowolenie z życia, marzenie o szczęśliwej miłości, aspiracja do szczęścia, wewnętrzny spokój – mają swoje przeciwieństwa. Równowaga jest zasadą nadrzędną, która rządzi światem. Zachłanność i pożądanie niszczą harmonię. Każde piękno nosi w sobie zalążek zagłady.

 2016

·        Wydaje nam się, że potrafimy wyobrazić sobie to, czym chcemy się stać. Jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to czym chcemy się stać, zamienia się często w więzienie dla naszego nieograniczonego potencjału wyobraźni i tego, czym moglibyśmy się stać. Wyobraźnia jest kluczem do portalu, który może nas przenieść z ograniczonej perspektywy ego do wielowymiarowej wizji Jaźni. Wszystko zależy od tego, jak używamy tego klucza.

·        Zaufany przyjaciel to odbicie doskonałego piękna Jaźni.

·        Proces zmiany stanu i perspektywy świadomości można opisać różnymi językami. Rozwój osobisty kojarzy mi się z otwieraniem okien wielowymiarowej kuli, którą jest świadomość. Niektóre metody pracy nas sobą, koncepcje naukowe i duchowe, terapie i pojęcia psychologiczne, są dla mnie jak otwieranie okien, które wydobywają świadomość z mroków ignorancji. Moja ciekawość duchowa i intelektualna jest pragmatyczna: chcę otworzyć wszystkie okna.

·        Zmiana jest szokiem ewolucji, który burzy porządek rzeczy i nadaje mu nową strukturę. Zmiana wymusza narodziny, zaskakując nas śmiercią.

·        Śmierć jest dynamiką życia; umieranie i żałoba są procesem ewolucji jednostki, prowadzącym ze wstrząsu i dezintegracji, do uwalniania się od przywiązań i ponownego połączenia z Jaźnią.

·        Integracja jednostki zaczyna się od wykluczania jej z systemów. Przez analogię – indywiduacja Jaźni zaczyna się od wyparcia cienia, który zamiast współpracować z innymi częściami osobowości, sabotuje ich zadania. Jednak bez cienia nie ma Jaźni, bez buntu i bez dezintegracji systemów społecznych, nie ma realizacji jednostki. Zazwyczaj cierpienie i brak są motorem, który uruchamia machinę re-integracji. Wykluczeni z systemów będą szukali za wszelką ceną sposobów na to, by stać się częścią całości i służyć wyższym celom. Mogą polegać one na niszczeniu systemów, które ich wykluczyły lub kreowaniu metasystemu, który obejmie sam mechanizm wykluczania. Nasze prawo do wyborów zaczyna się od wyboru perspektywy robaka lub orła.

·        Niektóre rany duszy nie goją się nigdy. Można je opatrywać, utrzymywać w medycznej higienie, nakładać na nie balsam, ale w pewnych warunkach, odnawiają się i krwawią na nowo. Ważne jest jednak, by być ich świadomym i wiedzieć jak je opatrywać. Próba zapomnienia o ranie duszy jest wyparciem się tego, kim naprawdę jesteśmy.

·        Dusza jest jak mieszkanie. Nie da się go posprzątać raz na zawsze. Nawet po wielkich porządkach, w ciągu następnych dni, podłoga staje się brudna, łazienka niehigieniczna, kuchnia nieapetyczna, na meblach zaczyna osadzać się kurz, a na szybach szare smugi ulicznych zanieczyszczeń. Tak jak mieszkanie potrzebuje naszej codziennej pielęgnacji, by stało się miejscem godnym odpoczynku, pracy i tworzenia, tak dusza potrzebuje naszej nieustannej higieny, troski i odpowiedniego pokarmu.

·        Bolą mnie rany połamanych skrzydeł i szyja od zbyt szybkiego lotu.

·        Gdybym mogła poprosić o coś dla siebie, to chciałabym otrzymać nowe skrzydła lub mocne korzenie, aby odnaleźć poczucie przynależności.

·        Znajduję się w trybie spowalniającym. Spowalnia mnie energia, która się do mnie przykleiła… nie moja… jest ciężko ją nosić, jest jak lepki przemoczony deszczem płaszcz… pod którym ugina się zbyt wrażliwe ciało… Pytają mnie: po co znowu schodzisz do kopalni? Czy górnik ma inny wybór? Czy może stać się pilotem, skoczkiem na linie, albo śpiewakiem? Szlifuję od rana do wieczora wnętrze skorupy ziemskiej. Nikt się nie dowie, dopóki kopalnia nie zacznie pluć diamentami.

2015

·        Gdy staje się w obliczu śmierci, nie ma czasu na modlitwę, ani na pożegnania z bliskimi. Nie ma czasu napisać testamentu, ani zmienić ostatnią wolę. Rzeczywista konfrontacja ze śmiercią uruchamia w nas instynkt życia, który kurczowo i za wszelką cenę, czepia się materii, odmawiając jakichkolwiek negocjacji w sprawie naszego odejścia i zaprzeczając mu ze wszystkich możliwych sił. W obliczu nagłej śmierci jesteśmy zawsze nieprzygotowani. Dlatego myślę często o umierających i czekających na śmierć. Chociaż mają czas, by przygotować się do odejścia w godny sposób, konwulsyjne ataki paniki i nieopanowany strach skaczą im do gardła jak wygłodzone hieny. Chciałabym móc wypuścić z rąk kotwicę życia i poddać się bezkresnym falom oceanu z uśmiechem na ustach, z muzyką chórów Michela Pépé i z wizją niewyobrażalnego Piękna, które mnie wessa do swojego wnętrza.

·        Z podróży. Pochodzę z kraju, gdzie mężczyźni w tramwaju ściągają czapkę, gdy przejeżdżają obok kościoła. Z kraju, gdzie wspomnienia rozrywają mnie na strzępy, w niemożliwym czasie zagiętej czasoprzestrzeni, układam puzzle z rozfragmentaryzowanych okruchów wspomnień… Życie duszy toczy się w wielu wymiarach, słowa pisane lewą ręką kreślą drżące obrazy…  Prawa ręka przypomina o prawach grawitacji…

·        Powinnam traktować moją wrażliwość z większym szacunkim…

2014

·        Czuję jakbym nie miała żadnych granic, jakby moja osobowość rozpełzała się na wszystkie strony jak ameba.

·        Jestem jak Kaj z Królowej Śniegu, pieczołowicie układający swoje puzzle z lodu. Jedna gorąca łza Gerdy wystarczyłaby, by zburzyć cały sens mojego wysiłku – logiczną zimną grę i pałac Królowej Śniegu… Cóż, kiedy Gedra nie potrafi płakać…

2013

·        Chciałabym być perfekcyjna i zadowolona z siebie, ale jedno przeczy drugiemu. Perfekcjonista nigdy nie jest zadowolony z siebie… A człowiek zadowolony z siebie na pewno nie jest perfekcjonistą.

·        Odkryłam brakujące części puzzle… Muszę jeszcze znaleźć dla nich miejsce…. Nawet jeśli pochodzą z innej układanki. Jestem rzeką, która jeszcze nie wie dokąd płynie, ale wie skąd. Jestem rzeką, która drąży nowe koryta i czasem zabiera ze sobą ludzi, znajdujących się na jej drodze. Nie jest ważne w sumie, co się przeżyło, ale ważne, dlaczego. Teraz już wiem.

·        Mam łatwość wchodzenia w trans. Wizje układają się w historie inicjatyczne z przesłaniem. Może powinnam je spisywać w bardziej strawnej formie, niż bazgroły w zeszycie, których nie będę w stanie odszyfrować za kilka lat. To początek przygody. Czuję dreszczyk emocji.

1999-2000

·        Wierzę, że Czas jest naszym opiekunem. Chroni nas przed brakiem i nadmiarem. Nazywam to duchowością. Jesteśmy niewinni.

·        Czas jest także ślepym szulerem. Kiedy spojrzałam mu w twarz, zobaczyłam własną śmierć. Czy wygrałam tę partię? Czyż czas pod maską ślepca nie zechciał, bym wygrała, sprawiwszy że zrozumiałam ten gest? Czyż nie umieramy śmiercią wielokrotną? Czy boskie oblicze czasu, którego spojrzenie nie zdradzi nam nic poza ślepym, martwym milczeniem – nie jest kolejnym kłamstwem, w które czas nas wikła, przybierając pozę zdrajcy – maskę niewinności czasu? To gra, w którą czas bawi się z nami. Gra, która nie ma żadnych reguł, logiki, celu… To doprowadza nas do wściekłości. Czas jest od-wieczny. Jest zatem tylko skończoną, zamkniętą formą, za pomocą której ujmujemy wieczność. Czas wyraża naszą bezsilną tęsknotę do niezniszczalności.

1996-1998

·        Każda relacja, zwłaszcza bliska, grozi zatratą. Stąd moja fascynacja i lęk przed tym, co określane jest w filozofii i religii mianem mistyki. Miłość jest mistyką. Potrzebą ciągłości. Wiąże się z nią, przywiązanie, tęsknota, odczuwanie braku fizycznej, psychicznej, emocjonalnej obecności drugiej osoby. Ten brak jest bólem, raną. Tak jak raną duszy jest brak boskiej obecności.

·        Mimo podejrzeń o narcyzm, zbyt natrętnie szukam prawdy. Narcyz nie chciał jej poznać.

·        Buntujemy się przeciwko teraźniejszości, ponieważ nie znamy przyczyn. Nawet, kiedy je znamy, nie przestajemy się buntować, ponieważ nie rozumiemy ich. Wierzymy w przypadki, które stają się naszym przeznaczeniem. Nawet, kiedy wiemy i to, wściekłość nie ustaje.

·        Nie ma takiego miejsca, w którym człowiek mógłby się zatrzymać, na którym mógłby spocząć i powiedzieć bez wściekłości i hipokryzji: znalazłem prawdę! Kto ma odwagę przyznać się do tego, że jego ideały, a nawet same myśli nie są zgodne z jego prawdziwymi uczuciami? Pytam bez cienia buntu, ze zrezygnowaną obojętnością, bo nagminnie uprawiam kult tej sprzeczności. Pomimo tego jestem przekonana, że żyję w prawdzie, ponieważ szukam prawdy i mam nadzieję, że nigdy nie przestanę, co oznacza, że nigdy jej nie znajdę. W tym sensie filozofia jest zgubna i właśnie dlatego wszelkie próby odwodzenia mnie od tego, co jest zgubne, niebezpieczne, w końcu jałowe – są zawodne, ponieważ ja chcę zgubienia.

·        Zbyt wiele potworności nosi w sobie człowiek, by można było wcisnąć ją w spójną doktrynę. Ciągle modlę się do Boga i ciągle Go szukam nawet, jeśli czuję się tak rozpaczliwie przez Niego opuszczona. Jeśli jesteśmy niedoskonali dlatego, że jesteśmy wolni, a doświadczenie wolności zawsze musi przejść przez jakiś punkt graniczny, tak jak dobro, którego poczucie każe zanurzać się w złu; jeśli życie jest pytaniem pozbawionym odpowiedzi, choć rozpaczliwie jej szukamy – to są to wystarczające powody, by urągać Bogu.

·        Doświadczenie z p o g r a n i c z a obłędu i mistyki. Ciągle przechodzę przez otchłań. Ciągle w nią patrzę. I czuję spotęgowany strach. I chęć ucieczki. Wreszcie napotykam ironiczne spojrzenie błazna. Jego śmiech towarzyszy mi bezustannie. Mój własny śmiech.

·        Wciąż oscylujemy pomiędzy Bogiem i Jego śmiercią. Wciąż potrzebujemy tak wiele magii, by móc żyć i uwierzyć, że to nie jest najgorszy traf. Przeciwko Nietzschemu: nasz stosunek do życia nie powinien zależeć od tego jak rozumiemy istnienie Boga. Jedyną racją życia jest nasz własny krzyk i milczenie wieczności, które nie uprawnia nas ani do zakładów, że wieczność to domena Boga, ani do przyjęcia nicości jako konsekwencji ateizmu i negacji wartości religijnych. W gruncie rzeczy obie możliwości urągają człowiekowi. Zracjonalizować krzyk? Wierzyć w Boga, by życie miało „wyższą” rację, by było „godne”? Zabić Go, by móc powiedzieć, że człowiek jest wolny? To autobluźnierstwo! Śmierć Boga to nowe oblicze dialektyki! Życie nie jest dialektyczne. To my wciąż dialektycznie myślimy: głos Boga, krzyk nicości… Transgresja: afirmacja powołania bez zastanawiania się skąd pochodzi głos, który nas prowadzi. Gotowość, by stawić czoła wszelkim możliwym wyborom. To jedyny sposób przekroczenia dialektyki.

·        Kult błazna.
Błazen, który szuka perły mądrości.
Błazen, który odkrywa w swoim tobołku śmieci i robactwo.
Błazen, który spotyka mędrca.
Błazen, który spotyka błazna.
Błazen, który wędruje…

·        Krzyk i ironia są dla mnie, jak dotąd dwoma niezawodnymi obliczami prawdy. Nie chodzi o bunt, pogardę, ani szukanie prawdy. Prawda nigdy nie jest tą, za którą ją bierzemy.

·        Jeśli naszym życiem żądzą jakieś prawa, zasady, to skąd one pochodzą? Jeśli zrodziły się w nas, to kto nam je zaszczepił? Świat nie daje mi dobrych przykładów. Więzy rodzinne są pułapką, utrzymującą mnie w stanie niedojrzałości; ich rozpad rozlegulował mój jedyny kompas, ktory mi dano na droge. Miłość, którą poznałam przekracza granice wpojonych mi praw i zasad. Przyjaciele ciągle się targują. Mogę polegać jedynie na własnym węchu, który mimo wszystko, wystawia mnie na pokuszenie. Wciąż wchodzę po schodach lub schodzę z nich. Kiedy patrzę w dół, zawsze mam zawroty głowy. Jak być nauczycielem siebie samego? Komunia… Zrozumienie… Tworzenie… Milczenie… Dokonam wyboru, jeśli będę miała wybór.

·        Filozofia oczyszcza mnie. To mapa, z pomocą której muszę gdzieś dotrzeć.

·        Kiedy człowiek otrze się o granice szaleństwa, konfrontuje się w końcu z pustką i otępieniem. Pozbawiony dna i korzeni stara się uczepić z całych sił czegokolwiek. Zaczyna szukać sensu w rzeczach, które kiedyś były pozbawione znaczenia. Wszystko pęcznieje. Każdy kontakt, rozmowa – stają się ważne. Ludzi traktuje się z większą uwagą i zrozumieniem.

·        Czekać – to znaczy bawić się życiem i jego możliwościami.

·        Czym jest samotność? Zmianą. Prawdziwa samotność jest obecnością Boga. Jest Jego śmiechem.

·        Zaakceptować swoje przeznaczenie – to znaczy żyć nie tym, co się zmieni, co może kiedyś nastąpi lub co kiedyś wróci, ale tym, co jest. Przypadłość konieczności. Jej plugawe spojrzenie.

·        Podróże. Dworce. Przewijający się ludzie. Stop klatka. Wyczekiwanie maskowane ruchliwym przemieszczaniem się z jednego punktu do drugiego. Z miasta do miasta. Od kochanki do żony. Od prawdy do nadziei. Od cierpienia do wytrwania. Od rutyny do przygody. Lubię to wyczekiwanie. Coś musi się zmieniać, bo pociągi ciągle jeżdżą. Ludzie podróżują w przeciwstawnych kieunkach. Życie toczy się.

Amantes amentes

amantesnet

2017

·  Nigdy nie bedę już płakać z powodu straconej miłości. Będę płakać jedynie z powodu straty.

·  Każdy ma prawo do przeżywania bólu na swój własny sposób. Żadna manifestacja cierpienia nie jest niestosowna.

·  Wierność nie jest zasadą. Zdrada nie jest przestępstwem. Miłość jest ponad wszelką moralnością. Jest jedyną zasadą, która oczyszcza z wszelkich win.

·  Miłość. Równanie z dwiema niewiadomymi. Siostra teorii i paradoksów rozdaje rebusy. Przybysz z wieloświatów flirtuje z ogniem… Protestuje, by nie częstować go pestkami. Prosi o owoc. Ona podaje mu owoc bez skórki.

·  Czy można opisać otchłań z miłościa? Czy można kochać otchłań? Jej miłość jest zawsze powrotem do otchłani, jej filozofia życia opiera się na dramatyzowaniu i szukaniu środków uwolnienia się od napięcia. Jego miłością jest euforia lub nienawiść, namiętność lub chłód, lojalność lub zdrada… Kiedy już wypali się we własnych emocjach, Otchłań, którą jest ona, zamienia się w szarą plamę jego rzeczywistości.

·  Szukamy podobieństw, zakochujemy się w lustrzanych odbiciach, które potwierdzają nasz system wartości, naszą wizję świata. Ale potrzebujemy przeciwieństw, które nas pociagają, choć ich nie rozumiemy, bo często nas dziwią lub drażnią. Borderlinowiec potrzebuje stabilności, cierpliwości, bezwarunkowej miłości. Jeśli spotka na swojej drodze miłość która zapewni mu poczucie stabilności i uchroni go przed autodestrukcją, będzie robić wszystko, by udowodnić, że nie jest jej warty, sabotując ją na różne sposoby. Miłość jest dla niego pokarmem. Jeśli jest głodny, po prostu je. Czasem potrawa jest wyśmienita. Czasem tylko zaspakaja głód. Ale bywa też pikantna. Albo odkrywczo-egzotyczna. Jak chapulines, którą mu zaserwowano w Meksyku, chociaż smażone świerszcze w jego kraju nie są nawet uważane za żywność. Je, aby nie umrzeć z głodu.

·       Jesteś moją dystorsją, dysocjacją pamięci o innym życiu, dysfunkcją mojego serca i oddechu, dyslokacją mojej prawdy o miłości… Pielęgnuję moje rozdarcie jak szczelinę krateru w drzemiącym wulkanie. Noszę w sobie ziarno Twojej miłości, które nigdy nie wykiełkuje… Słowami dotykasz mych ran, Ukochany, a rany zamiast krwawić, zamieniają się w kwiaty. Jak obronić się przed Tobą i przed sobą ? Jak ugasić głód, nie popadając w niesprawiedliwą zachłanność? Jak nie zgubić się w porządku czasu, który do nas nie należy…?

·       Wolność to pozwolenie sobie na bycie bezbronnym i wrażliwym. To maszerowanie po bezkresnych pastwiskach. Prawdziwe piękno jest nagie i tylko będąc nagim można wejść z nim w komunię. Otwieram się na piękno i nieprzystępność życia, ponosząc ryzyko dochowania wierności samej sobie. To jest jedyna prawda, której pragnę być wierna.

·       Gdy zbierają się na niebie nimbostratusy, to wiesz, że prawie zawsze spadnie z nich deszcz. Czy można powstrzymać deszcz…?

·       Zaszczuta i pokaleczona wilczyca znalazła bezpieczny dom. Jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji, zostaniesz w tym domu tak długo, aż nabierzesz siły i zagoją się twoje rany, mimo że słyszysz wycie wilków i chciałbyś do nich dołączyć. Wilczyca wyzdrowiała i jest gotowa do dalszej drogi.

·       Muszę się poszukać i się odnaleźć. Dotąd żyłam tylko w połowie. Część siebie zamknęłam w sekretnych szufladach, bo była niekompatybilna i zagrażała mojemu związkowi. Zabiłam w sobie Sindbada Żeglarza, Don Kichota, Indianę Jones… spętałam Dziką Kobietę. Tak rozpaczliwie szukałam poczucia bezpieczeństwa, że stałam się jego więźniem. Zamknęłam się z nim w czterech ścianach i odizolowałam od świata i ludzi. Nie lubię osoby, którą się stałam. Zaczynam się dusić. Czuję się jak napęczniała poczwarka, z której musi uwolnić się motyl. Sekretne szufladki zaczynają się otwierać i wszystko się z nich wysypuje. Jestem przerażona… Czuję, że żyję…

2016

·        Mój Ukochany przemówił do mnie dzisiaj tymi słowy: Daję Ci wolność. Wychodzę na godzinę i zostawiam Ci przestrzeń, byś mogła odkurzyć moje biuro.

1998-2000

·        Domagam się od mężczyzn miłości bezwarunkowej, podczas gdy moja miłość jest uwarunkowana, bezwzględna i wymagająca. Mimo to nie zrezygnuje z mojego ideału miłości. Nawet gdybym miała być torturowana. Nawet, jeśli żaden mężczyzna tego nie zniesie. Nawet, jeśli nikt mnie już nie pokocha.

·        Pod moim mitycznym romantyzmem ukrywa się cynizm. Przesiąkłam nim na wskroś. Mówię cynicznie. Patrzę cynicznie. I mam w sobie dość pogardy, by niszczyć siebie i wszystko, co mnie otacza. Cynizm – coś pomiędzy zwycięską goryczą a niechcianą radością. Trucicielka. Trucizna. Ofiara ideału.

·        Mistyczna przyjaciółka – Simone Weil nauczyła mnie, że miłość polega na dystansie. Nie wierzę w żadną więź i jedność pomiędzy podmiotem i obiektem miłości, jakimi są mężczyzną i kobieta, kobieta i kobieta, mężczyzna i mężczyzna. W drugim człowieku kochamy wyłącznie siebie. Miłość jest narzędziem samopoznania.

·        W rzeczach ułomnych tkwi szczególny rodzaj piękna, które jest odporne na czas i wszelkie kanony mody. Zmysłowość i seksapil to zwieńczenie ułomności, nieświadomość piękna i to, czego w sobie nie akceptujemy. Z braku akceptacji rodzi się atrakcyjność.

·        W wyrażeniu „uprawiać miłość” jest coś absolutnie trafnego. Uprawiać miłość jak uprawiać ogród, czekając na jego owoce lub jałowość plonów.

·        Ludzie zaciągają u nas kredyt. Jeśli zdołają go spłacić, zostaje zachowana wymiana i sytuacja powraca do równowagi. Jeśli kredyt się wyczerpał i nie otrzymaliśmy żadnego ekwiwalentu pożyczki, wycofujemy się z poczuciem straty. Sytuacja pomiędzy ludźmi, w której brakuje równowagi za zgodą obu stron, oznacza zgodę na kradzież i zgodę na bycie okradanym. Sytuacje takie tworzą złodziei i ludzi nieuważnych. Wampirów i altruistycznych masochistów.

·        Nie potrafię rozbudzić w sobie głębszego zainteresowania innymi mężczyznami. Seks jest niemożliwy, ponieważ nie umiem oddzielić go od sfery emocjonalnej. Seks jest rodzajem fizycznego dopełnienia mojego duchowego, emocjonalnego i intelektualnego podniecenia, ponieważ seksualizm obnaża i uzupełnia psychikę drugiej osoby. Dlatego jest fascynujący. Dlatego powinien być wyjątkowy jak smakowanie egzotycznej potrawy.

·        Ten świat mnie głęboko brzydzi, ponieważ wciąga nas w grę, która czyni nas małodusznymi, napuszonymi egocentrykami. Wszystko, co najgorsze w nas bierze się z tego, że bronimy się przed zranieniem. Największe zdrady pochodzą z niezagojonych ran.

·        Poznajemy się przez pryzmat innych ludzi. Kiedy jesteśmy wewnątrz relacji, próbujemy (obijając się czasem o kanty zbyt ciasnej przestrzeni) rozwinąć swoje możliwości, zrealizować pragnienia i pozostawić miejsce dla własnej wolności. Doświadczamy siebie w sytuacjach granicznych, ale poznajemy się w warunkach wolności i samotności, gdy brak nam już punktów oparcia i skazani jesteśmy wyłącznie na siebie i swój świat. Mimo to szukamy w relacjach z innymi ludźmi podobieństw, narzucając im swój świat, domagając się akceptacji naszego świata, który potrafi zniszczyć przestrzeń drugiej osoby. Pytanie o możliwość i warunki miłości jest źle postawione. Jest tyle form miłości, których nigdy nie poznamy. Te, które tworzą, wznoszą, ograniczają, zabijają, przenoszą góry i popychają do najpodlejszych występków. Nie zgadzam się z mademoiselle F, że będąc z kimś związanym nie można zakładać, że spotka się kogoś innego, lepszego. Że dla zachowania stałości w związku, należałoby wyrzec się tego pragnienia. Nie dbam o to, czy ktoś inny będzie lepszy, ale o to, że kontakt z nim pozwoli mi odkryć i wyzwolić pragnienia, które mnie rozwijają. Potrzeba miłości w człowieku jest jedyną ciągłością; nie jest nią stałość, którą sobie narzucamy jako konieczne ograniczenie naszej samotności lub klatkę, w której próbujemy uwięzić nieskończoność.

·        Różnorodność jest najciekawszym programem zaszczepionym ludzkości. Wobec istniejących pomiędzy nami różnic sam fakt, że zdarzają się pomiędzy ludźmi sytuacje spotkań, wzajemnej fascynacji, przyjaźni, zrozumienia czy wreszcie miłości – ten fakt jest cudem. Szukam czystości i prawdy. Będę to powtarzała z uporem maniaka. Kiedy spotkanie z drugim człowiekiem przestaje pełnić rolę najwyższego ideału czystości – wolę schronić się w samotności. Nie zamierzam zrezygnować z tej surowości i dyscypliny, jaką narzucam sobie w kontaktach z innymi. Po części wynika to z instynktu i dystansu, który muszę zachować, by nie oszaleć, kiedy się do nich zbliżam.

·        O innych właściwościach teatru. Aktor powinien wiedzieć lepiej niż ktokolwiek, że wielowarstwowość masek tyleż odsłania, co zakrywa. Wypowiadane słowa są maskami naszych ciał, których mowa i głód zdradzają nas na każdym kroku. Słowa pisane są maską naszych myśli uporządkowanych w estetyczną formę. Nasze myśli kłamią naszym uczuciom, a uczucia – naszym ideałom… Wierność sobie – zabija nas albo niszczy więzi międzyludzkie. Cena, którą płacimy za bycie w zgodzie ze sobą to ciągły opór, jaki musimy stawiać innym. Żądamy bezwzględnej akceptacji, próbując ubezwłasnowolnić innych. Jesteśmy zdani na balansowanie nad przepaścią, na samotność, na granice, których nie wolno nam przekroczyć.

·        Jeśli nie mamy własnej przestrzeni, fizycznie zawłaszczamy przestrzeń, w której się znajdujemy z braku innej przestrzeni. Potrzeba przestrzeni sprawia, że oswajamy miejsce, w którym się aktualnie znajdujemy, nawet jeśli to terytorium wroga.

·        Czasem widzę siebie oczami innych osób. Ogarnia mnie wtedy obrzydzenie i nienawiść do obrazu, który mi się przypisuje; do masek, którymi nie jestem.

·        Spotkania z innymi ludźmi, to po części spotkania z samym sobą. Każdy odsłania cię po kawałku. Nikt nie zna całości. Inni to lustra, w których nie możesz się przejrzeć, bo każde z nich ukazuje tylko fragment stwarzający złudzenie całości.

·        W mężczyźnie podoba mi się nie on sam, ale sposób w jaki na mnie patrzy.

·        Co łączy piękną kobietę, która identyfikuje się ze swoim odbiciem w lustrze z brzydką kobietą, która wie, że to nie ona jest odbiciem, na które patrzy? Lustro.

·        Jeśli kochamy kogoś dla jego wyjątkowości, to jak pogodzić naszą miłość z wolnością osoby, którą kochamy? Jak kochać, nie naruszając jej piękna i wolności? Kochać kogoś, tzn. żyć w jego świecie lub narzucić mu swój świat. Kochać kogoś, tzn. zrezygnować ze swojego świata. Czasem chcemy tej rezygnacji. Czasem nie jesteśmy w stanie jej znieść. Kochając, pozbawiamy drugą osobę jej wyjątkowości. Pragniemy ją zagarnąć, zatrzymać dla siebie. Róża, która zachwyca, gdy widzisz ją pośród innych kwiatów, w jej naturalnym środowisku – zerwana, więdnie w twoim pokoju. Cieszy cię chwilę jej widok i zapach. Jest wyizolowana, piękna, pachnie intensywniej, pachnie tylko dla ciebie. Ile oczu mogłaby cieszyć, rosnąc w swym dawnym miejscu…Zachwyt nad rosnąco dziko różą. O ileż bardziej doskonały od jej ulotnego zapachu zmieszanego ze stęchłą wonią twojego pokoju. Więdnie i umiera. Musi umrzeć. Ktoś, kto z upodobaniem suszy kwiaty, pragnie podtrzymać iluzję zachwytu. Znieruchomiały obraz. Nieżywy kwiat. Niektórzy je kolekcjonują. Inni przechowują je, tęskniąc za zapachem, który zmienił się w duszącą woń kurzu. Mam obsesję zabierania komuś przestrzeni. I obsesję wolności dla swojej przestrzeni. Chcę być różą zauważoną wśród tysiąca innych kwiatów. Nie chcę jednak znaleźć się w wazonie, w stęchłym pokoju, skazana na zagładę.

·        Jest nas dwie. Nie muszę podsycać swojego pożądania. Ono trwa. czasem zmienia się we wściekłość. Stoję z boku i obserwuję to. Zabójcza dwoistość. Nieprzytomna żądza, aż po zniewolenie, zatratę siebie i obojętne, mrożące spojrzenie, dotyk lodu. Twardość na zewnątrz i obłędna, upokarzająca histeria w środku. Czy doznania są czymś, co poddaje się opisowi? Jestem jak przechodzień w ciemnej ulicy, nie mogący oderwać oczu od prowokującej witryny.

1995-1997

·        Na dnie miłości jest nienawiść. Żeby móc być kochanym, trzeba być silnym.

·        Współczucie pomaga pokonywać złość, niechęć i strach przed drugim człowiekiem. Pokochać w nim jego bezsilność – to także zaakceptować swoją.

·        Marzenia są jak ułuda. Słodkie, pikantne. Jak piekło i raj. Czy są przeszłością, przyszłością, teraźniejszością? Czy tęsknotą? Czy stratą czasu? Tęsknię. Może pragnę. Pożądam. Chcę. Marzenie…

·        Przed pełną miłością do mężczyzny powstrzymywał mnie zawsze brak jego akceptacji dla mojej osoby. Choćby cząstkowy. Dotyczył bardzo różnych sfer. Niezależności i całkowitego oddania. Naiwnego zaufania i chorobliwej zazdrości. Zaradności i rezygnacji. Uległości i dominacji. Zmysłowości i ascetyzmu. Potrzeby posiadania tajemnic i bezwarunkowego wymogu otwartości, etc.

·        Niektórzy próbują postawić się czasowi, nie zgadzając się na zmiany w swoim stylu. Makijaż, uczesanie, maniery, twórczy nieład – dowód niezmienności pewnych prawd, może stałości uczuć, przyjaźni, dowód niezniszczalności więzów, dowód wierności samemu sobie…

·        Męski świat… Niedoszli politycy, artyści, aktorzy, menadżerowie, którzy żyją swoimi ambicjami, manifestując kompleksy i ukrywając rany. Obrażają się. Karzą. Jestem karana przez mężczyzn, których kocham. Nieokrzesani mali chłopcy. Niestrudzeni w swej zmowie przeciw kobietom. Ona: „nie wyobrażam sobie świata bez mężczyzn”. On:   „ja też”.

·        Jakaś część mnie wzbrania się przed miłością…Dlaczego tak trudno zaakceptować bezwarunkowo drugiego człowieka? Z jego wrażliwością, z jego obsesjami, z jego mrokami, ze słabościami, śmiesznością, egoizmem, z całym bagażem doświadczeń i ran, z potencjałem dobra i zła? Mój własny instynkt wzbrania się przed tym.

·        Poznawanie drugiej osoby jest fascynujące i straszne zarazem.

·        Miłość, która staje się smutna ma ostatni wymóg do spełnienia, jeśli nie chce skończyć w rynsztoku – samobójstwo, swoje zdegenerowane przeciwieństwo.

·        Jestem dzieckiem. Małą dziewczynką. Chcę się bawić. Chcę być kochana. Czy z tego się nie wyrasta?

·        Miłość bez zasad, granic i perspektywy – prowadzi donikąd. Żyję wbrew sobie.

·        Małżeństwo nie powinno być nigdy ani celem, ani środkiem do miłości. Miłość jest przypadkiem. Związek dwojga ludzi jest przytłaczający zarówno wtedy, gdy druga osoba pozwala ci na zachowanie swojej odrębności, ponieważ nie angażuje się w twój świat – wówczas przytłacza cię samotność; jak i wtedy, gdy jest szalona i niebezpieczna na twoją miarę, bo to stwarza więź, której nie jesteś w stanie znieść. Małżeństwo czyni nas nieszczęśliwymi ze względu na satysfakcjonującą wizję osobności lub szczęśliwą wizję życia w nierozłącznej więzi. Obie są iluzją.

1993-1994

·        Wojna między mężczyzną i kobietą. Jak w każdej wojnie powód jest błahy albo ukryty. Jest strachem i granicą tolerancji dla cudzej odmienności. Twoja broń: kiedy mnie nie rozumiesz, nazywasz to, co robię – błądzeniem, a to, co mówię – sofistyką. Cała reszta nawiedza cię w snach. Jeśli w ogóle masz sny…

·        Myję włosy, nakładam maskę kobiecości, starannie dobieram zapachy i barwy. Kupuję kwiaty do wazonu. I czekam, robiąc stek różnych rzeczy, które wydają się tak mało istotne, choć dla mnie zależy od nich nasze istnienie. Czekam na Ciebie lub na Koniec Świata. Pozbawiona miłości egzystencja żałosnie uwłacza  mi.

·        Nie ma uczuć nieodwzajemnionych. Jeżeli z nich miałyby rodzić się pytania o sens cierpienia, to wszelkie pytania pochodzą ze źródeł naszej egzystencji. Zatem każda miłość jest odnową zaślubin z Życiem.

·        Próbowano mnie ponownie nauczać lekcji, z której oblałam egzamin. Ile razy będę powtarzać tę samą klasę? Nieustanny powrót tego samego: rytuał spotkań, sztuka konwersacji, dezinformujące milczenie, pytania bez odpowiedzi. Jednak w obliczu klęski, ból pozostaje ten sam. Staje się nawet bardziej dramatyczny wobec złudzenia, że wraz z upływem czasu stajemy się mądrzejsi, silniejsi i bardziej odporni na porażki. Porażka zredukowała moją mądrość do złego losu… Poproszę o zmianę nauczyciela!

·        Czasem przemierzam fale oceanu i chodzę po tafli jeziora nie mocząc nóg i nie czując chłodu wody. Innym razem tonę… Śni mi się, że pływam i woda pieści moją skórę. Chcę się obudzić we śnie.

·        Granica miłości i przekleństwa. Oczyszczający płacz. Ulga. A potem nic. Chłód i żal zniknęły. Ciepło i miłość także.

·        Gubię cię i odnajduję raz po raz. Zapodziewasz się w mroku niedomówień, w udawanej miłości, w moich złudzeniach o innym życiu, w marzeniach innych ludzi, w spojrzeniu zamyślonego mężczyzny w białym swetrze. Dzielą nas rodziny, przyjaciele, pragnienia, oczekiwania, chłopiec w tobie, dziewczynka we mnie. Szukam cię wszędzie i znajduję wtulonego w moje ramiona w środku nocy.