
2017
· Kiedy otwierają się przed tobą drzwi, które do tej pory były zamknięte; kiedy ręce, które wypełniałeś niechcianym pokarmem, wyciągają się w twoją stronę, prosząc o więcej; kiedy twój ból ustępuje miejsca z wolna rodzącemu się uczuciu błogości, wówczas proś Boga, by ocalił cię przed upadkiem, który czai się w każdym zaułku spełnionego pragnienia.
· Nieważne, jaki mrok nas pochłania, zawsze pozostaniemy zdolni do generowania światła i ratowania tonącego statku, który kieruje naszą uwagę z powrotem na ścieżkę miłości.
· Wszystko dąży do równowagi. Zadowolenie z życia, marzenie o szczęśliwej miłości, aspiracja do szczęścia, wewnętrzny spokój – mają swoje przeciwieństwa. Równowaga jest zasadą nadrzędną, która rządzi światem. Zachłanność i pożądanie niszczą harmonię. Każde piękno nosi w sobie zalążek zagłady.
2016
· Wydaje nam się, że potrafimy wyobrazić sobie to, czym chcemy się stać. Jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to czym chcemy się stać, zamienia się często w więzienie dla naszego nieograniczonego potencjału wyobraźni i tego, czym moglibyśmy się stać. Wyobraźnia jest kluczem do portalu, który może nas przenieść z ograniczonej perspektywy ego do wielowymiarowej wizji Jaźni. Wszystko zależy od tego, jak używamy tego klucza.
· Zaufany przyjaciel to odbicie doskonałego piękna Jaźni.
· Proces zmiany stanu i perspektywy świadomości można opisać różnymi językami. Rozwój osobisty kojarzy mi się z otwieraniem okien wielowymiarowej kuli, którą jest świadomość. Niektóre metody pracy nas sobą, koncepcje naukowe i duchowe, terapie i pojęcia psychologiczne, są dla mnie jak otwieranie okien, które wydobywają świadomość z mroków ignorancji. Moja ciekawość duchowa i intelektualna jest pragmatyczna: chcę otworzyć wszystkie okna.
· Zmiana jest szokiem ewolucji, który burzy porządek rzeczy i nadaje mu nową strukturę. Zmiana wymusza narodziny, zaskakując nas śmiercią.
· Śmierć jest dynamiką życia; umieranie i żałoba są procesem ewolucji jednostki, prowadzącym ze wstrząsu i dezintegracji, do uwalniania się od przywiązań i ponownego połączenia z Jaźnią.
· Integracja jednostki zaczyna się od wykluczania jej z systemów. Przez analogię – indywiduacja Jaźni zaczyna się od wyparcia cienia, który zamiast współpracować z innymi częściami osobowości, sabotuje ich zadania. Jednak bez cienia nie ma Jaźni, bez buntu i bez dezintegracji systemów społecznych, nie ma realizacji jednostki. Zazwyczaj cierpienie i brak są motorem, który uruchamia machinę re-integracji. Wykluczeni z systemów będą szukali za wszelką ceną sposobów na to, by stać się częścią całości i służyć wyższym celom. Mogą polegać one na niszczeniu systemów, które ich wykluczyły lub kreowaniu metasystemu, który obejmie sam mechanizm wykluczania. Nasze prawo do wyborów zaczyna się od wyboru perspektywy robaka lub orła.
· Niektóre rany duszy nie goją się nigdy. Można je opatrywać, utrzymywać w medycznej higienie, nakładać na nie balsam, ale w pewnych warunkach, odnawiają się i krwawią na nowo. Ważne jest jednak, by być ich świadomym i wiedzieć jak je opatrywać. Próba zapomnienia o ranie duszy jest wyparciem się tego, kim naprawdę jesteśmy.
· Dusza jest jak mieszkanie. Nie da się go posprzątać raz na zawsze. Nawet po wielkich porządkach, w ciągu następnych dni, podłoga staje się brudna, łazienka niehigieniczna, kuchnia nieapetyczna, na meblach zaczyna osadzać się kurz, a na szybach szare smugi ulicznych zanieczyszczeń. Tak jak mieszkanie potrzebuje naszej codziennej pielęgnacji, by stało się miejscem godnym odpoczynku, pracy i tworzenia, tak dusza potrzebuje naszej nieustannej higieny, troski i odpowiedniego pokarmu.
· Bolą mnie rany połamanych skrzydeł i szyja od zbyt szybkiego lotu.
· Gdybym mogła poprosić o coś dla siebie, to chciałabym otrzymać nowe skrzydła lub mocne korzenie, aby odnaleźć poczucie przynależności.
· Znajduję się w trybie spowalniającym. Spowalnia mnie energia, która się do mnie przykleiła… nie moja… jest ciężko ją nosić, jest jak lepki przemoczony deszczem płaszcz… pod którym ugina się zbyt wrażliwe ciało… Pytają mnie: po co znowu schodzisz do kopalni? Czy górnik ma inny wybór? Czy może stać się pilotem, skoczkiem na linie, albo śpiewakiem? Szlifuję od rana do wieczora wnętrze skorupy ziemskiej. Nikt się nie dowie, dopóki kopalnia nie zacznie pluć diamentami.
2015
· Gdy staje się w obliczu śmierci, nie ma czasu na modlitwę, ani na pożegnania z bliskimi. Nie ma czasu napisać testamentu, ani zmienić ostatnią wolę. Rzeczywista konfrontacja ze śmiercią uruchamia w nas instynkt życia, który kurczowo i za wszelką cenę, czepia się materii, odmawiając jakichkolwiek negocjacji w sprawie naszego odejścia i zaprzeczając mu ze wszystkich możliwych sił. W obliczu nagłej śmierci jesteśmy zawsze nieprzygotowani. Dlatego myślę często o umierających i czekających na śmierć. Chociaż mają czas, by przygotować się do odejścia w godny sposób, konwulsyjne ataki paniki i nieopanowany strach skaczą im do gardła jak wygłodzone hieny. Chciałabym móc wypuścić z rąk kotwicę życia i poddać się bezkresnym falom oceanu z uśmiechem na ustach, z muzyką chórów Michela Pépé i z wizją niewyobrażalnego Piękna, które mnie wessa do swojego wnętrza.
· Z podróży. Pochodzę z kraju, gdzie mężczyźni w tramwaju ściągają czapkę, gdy przejeżdżają obok kościoła. Z kraju, gdzie wspomnienia rozrywają mnie na strzępy, w niemożliwym czasie zagiętej czasoprzestrzeni, układam puzzle z rozfragmentaryzowanych okruchów wspomnień… Życie duszy toczy się w wielu wymiarach, słowa pisane lewą ręką kreślą drżące obrazy… Prawa ręka przypomina o prawach grawitacji…
· Powinnam traktować moją wrażliwość z większym szacunkim…
2014
· Czuję jakbym nie miała żadnych granic, jakby moja osobowość rozpełzała się na wszystkie strony jak ameba.
· Jestem jak Kaj z Królowej Śniegu, pieczołowicie układający swoje puzzle z lodu. Jedna gorąca łza Gerdy wystarczyłaby, by zburzyć cały sens mojego wysiłku – logiczną zimną grę i pałac Królowej Śniegu… Cóż, kiedy Gedra nie potrafi płakać…
2013
· Chciałabym być perfekcyjna i zadowolona z siebie, ale jedno przeczy drugiemu. Perfekcjonista nigdy nie jest zadowolony z siebie… A człowiek zadowolony z siebie na pewno nie jest perfekcjonistą.
· Odkryłam brakujące części puzzle… Muszę jeszcze znaleźć dla nich miejsce…. Nawet jeśli pochodzą z innej układanki. Jestem rzeką, która jeszcze nie wie dokąd płynie, ale wie skąd. Jestem rzeką, która drąży nowe koryta i czasem zabiera ze sobą ludzi, znajdujących się na jej drodze. Nie jest ważne w sumie, co się przeżyło, ale ważne, dlaczego. Teraz już wiem.
· Mam łatwość wchodzenia w trans. Wizje układają się w historie inicjatyczne z przesłaniem. Może powinnam je spisywać w bardziej strawnej formie, niż bazgroły w zeszycie, których nie będę w stanie odszyfrować za kilka lat. To początek przygody. Czuję dreszczyk emocji.
1999-2000
· Wierzę, że Czas jest naszym opiekunem. Chroni nas przed brakiem i nadmiarem. Nazywam to duchowością. Jesteśmy niewinni.
· Czas jest także ślepym szulerem. Kiedy spojrzałam mu w twarz, zobaczyłam własną śmierć. Czy wygrałam tę partię? Czyż czas pod maską ślepca nie zechciał, bym wygrała, sprawiwszy że zrozumiałam ten gest? Czyż nie umieramy śmiercią wielokrotną? Czy boskie oblicze czasu, którego spojrzenie nie zdradzi nam nic poza ślepym, martwym milczeniem – nie jest kolejnym kłamstwem, w które czas nas wikła, przybierając pozę zdrajcy – maskę niewinności czasu? To gra, w którą czas bawi się z nami. Gra, która nie ma żadnych reguł, logiki, celu… To doprowadza nas do wściekłości. Czas jest od-wieczny. Jest zatem tylko skończoną, zamkniętą formą, za pomocą której ujmujemy wieczność. Czas wyraża naszą bezsilną tęsknotę do niezniszczalności.
1996-1998
· Każda relacja, zwłaszcza bliska, grozi zatratą. Stąd moja fascynacja i lęk przed tym, co określane jest w filozofii i religii mianem mistyki. Miłość jest mistyką. Potrzebą ciągłości. Wiąże się z nią, przywiązanie, tęsknota, odczuwanie braku fizycznej, psychicznej, emocjonalnej obecności drugiej osoby. Ten brak jest bólem, raną. Tak jak raną duszy jest brak boskiej obecności.
· Mimo podejrzeń o narcyzm, zbyt natrętnie szukam prawdy. Narcyz nie chciał jej poznać.
· Buntujemy się przeciwko teraźniejszości, ponieważ nie znamy przyczyn. Nawet, kiedy je znamy, nie przestajemy się buntować, ponieważ nie rozumiemy ich. Wierzymy w przypadki, które stają się naszym przeznaczeniem. Nawet, kiedy wiemy i to, wściekłość nie ustaje.
· Nie ma takiego miejsca, w którym człowiek mógłby się zatrzymać, na którym mógłby spocząć i powiedzieć bez wściekłości i hipokryzji: znalazłem prawdę! Kto ma odwagę przyznać się do tego, że jego ideały, a nawet same myśli nie są zgodne z jego prawdziwymi uczuciami? Pytam bez cienia buntu, ze zrezygnowaną obojętnością, bo nagminnie uprawiam kult tej sprzeczności. Pomimo tego jestem przekonana, że żyję w prawdzie, ponieważ szukam prawdy i mam nadzieję, że nigdy nie przestanę, co oznacza, że nigdy jej nie znajdę. W tym sensie filozofia jest zgubna i właśnie dlatego wszelkie próby odwodzenia mnie od tego, co jest zgubne, niebezpieczne, w końcu jałowe – są zawodne, ponieważ ja chcę zgubienia.
· Zbyt wiele potworności nosi w sobie człowiek, by można było wcisnąć ją w spójną doktrynę. Ciągle modlę się do Boga i ciągle Go szukam nawet, jeśli czuję się tak rozpaczliwie przez Niego opuszczona. Jeśli jesteśmy niedoskonali dlatego, że jesteśmy wolni, a doświadczenie wolności zawsze musi przejść przez jakiś punkt graniczny, tak jak dobro, którego poczucie każe zanurzać się w złu; jeśli życie jest pytaniem pozbawionym odpowiedzi, choć rozpaczliwie jej szukamy – to są to wystarczające powody, by urągać Bogu.
· Doświadczenie z p o g r a n i c z a obłędu i mistyki. Ciągle przechodzę przez otchłań. Ciągle w nią patrzę. I czuję spotęgowany strach. I chęć ucieczki. Wreszcie napotykam ironiczne spojrzenie błazna. Jego śmiech towarzyszy mi bezustannie. Mój własny śmiech.
· Wciąż oscylujemy pomiędzy Bogiem i Jego śmiercią. Wciąż potrzebujemy tak wiele magii, by móc żyć i uwierzyć, że to nie jest najgorszy traf. Przeciwko Nietzschemu: nasz stosunek do życia nie powinien zależeć od tego jak rozumiemy istnienie Boga. Jedyną racją życia jest nasz własny krzyk i milczenie wieczności, które nie uprawnia nas ani do zakładów, że wieczność to domena Boga, ani do przyjęcia nicości jako konsekwencji ateizmu i negacji wartości religijnych. W gruncie rzeczy obie możliwości urągają człowiekowi. Zracjonalizować krzyk? Wierzyć w Boga, by życie miało „wyższą” rację, by było „godne”? Zabić Go, by móc powiedzieć, że człowiek jest wolny? To autobluźnierstwo! Śmierć Boga to nowe oblicze dialektyki! Życie nie jest dialektyczne. To my wciąż dialektycznie myślimy: głos Boga, krzyk nicości… Transgresja: afirmacja powołania bez zastanawiania się skąd pochodzi głos, który nas prowadzi. Gotowość, by stawić czoła wszelkim możliwym wyborom. To jedyny sposób przekroczenia dialektyki.
· Kult błazna.
Błazen, który szuka perły mądrości.
Błazen, który odkrywa w swoim tobołku śmieci i robactwo.
Błazen, który spotyka mędrca.
Błazen, który spotyka błazna.
Błazen, który wędruje…
· Krzyk i ironia są dla mnie, jak dotąd dwoma niezawodnymi obliczami prawdy. Nie chodzi o bunt, pogardę, ani szukanie prawdy. Prawda nigdy nie jest tą, za którą ją bierzemy.
· Jeśli naszym życiem żądzą jakieś prawa, zasady, to skąd one pochodzą? Jeśli zrodziły się w nas, to kto nam je zaszczepił? Świat nie daje mi dobrych przykładów. Więzy rodzinne są pułapką, utrzymującą mnie w stanie niedojrzałości; ich rozpad rozlegulował mój jedyny kompas, ktory mi dano na droge. Miłość, którą poznałam przekracza granice wpojonych mi praw i zasad. Przyjaciele ciągle się targują. Mogę polegać jedynie na własnym węchu, który mimo wszystko, wystawia mnie na pokuszenie. Wciąż wchodzę po schodach lub schodzę z nich. Kiedy patrzę w dół, zawsze mam zawroty głowy. Jak być nauczycielem siebie samego? Komunia… Zrozumienie… Tworzenie… Milczenie… Dokonam wyboru, jeśli będę miała wybór.
· Filozofia oczyszcza mnie. To mapa, z pomocą której muszę gdzieś dotrzeć.
· Kiedy człowiek otrze się o granice szaleństwa, konfrontuje się w końcu z pustką i otępieniem. Pozbawiony dna i korzeni stara się uczepić z całych sił czegokolwiek. Zaczyna szukać sensu w rzeczach, które kiedyś były pozbawione znaczenia. Wszystko pęcznieje. Każdy kontakt, rozmowa – stają się ważne. Ludzi traktuje się z większą uwagą i zrozumieniem.
· Czekać – to znaczy bawić się życiem i jego możliwościami.
· Czym jest samotność? Zmianą. Prawdziwa samotność jest obecnością Boga. Jest Jego śmiechem.
· Zaakceptować swoje przeznaczenie – to znaczy żyć nie tym, co się zmieni, co może kiedyś nastąpi lub co kiedyś wróci, ale tym, co jest. Przypadłość konieczności. Jej plugawe spojrzenie.
· Podróże. Dworce. Przewijający się ludzie. Stop klatka. Wyczekiwanie maskowane ruchliwym przemieszczaniem się z jednego punktu do drugiego. Z miasta do miasta. Od kochanki do żony. Od prawdy do nadziei. Od cierpienia do wytrwania. Od rutyny do przygody. Lubię to wyczekiwanie. Coś musi się zmieniać, bo pociągi ciągle jeżdżą. Ludzie podróżują w przeciwstawnych kieunkach. Życie toczy się.
