Spirydia była dzieckiem ciekawym i wrażliwym. Kiedy zamykała oczy, sądziła, że cały świat pogrąża się w ciemności. Kiedy się śmiała, koty ocierały się przyjaźnie o jej nogi, psy merdały ogonami, słońce świeciło, a elfy wachlowały ją swoimi skrzydłami. Kiedy płakała, sądziła, że płacze razem z nią deszcz, wiatr i strumienie wody wyciekające z rynny.
Latem i zimą odnajdowała radość w obcowaniu z drzewami. Obejmowała je swoimi ramionami w geście miłości przekraczającej granice ludzkiego świata, jakby chciała poprzez tę komunię zanurzyć się w sokach ich korzeni, czekając aż drzewo wpuści ją do swojego wnętrza. Latem odpoczywała pod parasolem jego liści, zimą leczyła jego rany, nakładając na poranioną korę magiczny, biały śnieg.
Jako mała dziewczynka nie przepadała za przedszkolem. Większe skupiska dzieci sprawiały, że gubiła swoją osobowość, a granica pomiędzy jej emocjami i emocjami innych dzieci, zacierała się. Jej struktura energetyczna była bowiem niezwykle wiotka. W przedszkolu dowiedziała się, że elfy nie istnieją i że kiedy zamyka oczy, wcale nie robi się ciemno.
Miała jednak niezawodnego przyjaciela zabaw, który mieszkał w ścianie. Z pokoju Spirydii do jego pokoju prowadził niewidzialny portal, który otwierał się jedynie dla niej. Jemu powierzała swoje sekrety i rozterki. Dzięki niemu nie czuła się samotna.
Gdy miała 7 lat, dostała od taty cudowne kredki w rozkładanym niebieskim pudełku, z każdej strony po 12 kolorów. Jej dusza podskakiwała z radości, ożywiając za pomocą kolorowych kredek swój magiczny świat.
Kiedy podrosła, chciała ulżyć cierpieniu innych. Spotykała więc osoby na zakrętach życia, z bólem zastygniętym w spojrzeniu, z cierpieniem uczepionym rąk i nóg, które nie mogły poradzić sobie z codziennością tego świata. Nikogo jednak nie uratowała, choć nie mogła zrozumieć czemu ma służyć wzbierający w jej sercu smutek, który przecież niosła w czyimś imieniu.
Była nieśmiałą istotą i nie miała zbyt wielu przyjaciół, dlatego kredki, farby i przybory do pisania stały się pośrednikami pomiędzy jej magicznym światem wyobraźni i światem zewnętrznym. Początkowo dzieliła go z dziećmi, zwierzętami i wielowymiarowymi stworzeniami, którymi zapełniona była jej zaczarowana przestrzeń. Z czasem jej wszechświat się powiększył, poznała przyjaciół z innych planet i galaktyk, zagubione w niskiej gęstości dusze i istoty z innych światów astralnych.
Gdy życie stawało się zbyt uciążliwe i wymagające, gubiłam kontakt ze Spirydią, która traciła mnie i odnajdywała po przemianie, skąpaną w świetle lub mroku, choć czasem nie potrafiła odróżnić jednego od drugiego. Od niedawna zamieszkałyśmy razem. Czasem mi mówi, że przypominam jej przyjaciela z dawnych czasów, który przebywał w ścianie. Mówi też, że portal, który go oddzielał od świata, otworzył się na dobre i że może być teraz w każdym miejscu i uosabiać każde napotkane stworzenie. Dzięki Spirydii nigdy nie przestałam wierzyć w twórczą magię istnienia, którą dzisiaj wysyłam w świat, wierząc, że jej niewidzialny przyjaciel może być także w Tobie…