
Miesięczne archiwum: luty 2016
Pająk – alchemik
Pająk – alchemik
Nadciągała burza. Merkaba Maïki zaczęła tracić paliwo, które posiadało wprawdzie zdolność do samoregeneracji, ale uaktywniała się ona jedynie wówczas, gdy właściciel pojazdu był wypoczęty i zrelaksowany. Merkaba była bowiem napędzana energią myśli. Im intensywniej więc Maïka myślała o burzy i braku schronienia, tym wolniejszy stawał się jej pojazd, gdyż Maïka zaczęła zasilać go strachem i niepokojem. Ponieważ pojazd i właściciel byli nierozłączni, a merkaba nigdy nie naraża swojego pilota na zbędne ryzyko, starając się zapewnić podczas podróży minimum bezpieczeństwa, pojazd Maïki zatrzymał się tuż przed drewnianym, starym domem, nieopodal lasu. Maïka postanowiła się więc w nim schronić przed nadciągajacą burzą. Była szczęśliwa, że udało jej się do niego dotrzeć, zanim rozpadało się na dobre.
Popchnęła drzwi, które nie stawiały żadnego oporu i weszła do środka. Dom miał prostą i surową architekturę. Pomimo tego, że był przestronny, znajdowało się w nim tylko jedno nieumeblowane pomieszczenie. Za to po środku pokoju siedział sobie wygodnie ogromny, czarny pajak. Czy był stróżem tego domu? Czy tak jak Maïka szukał schronienia przed burzą? Nie zagłębiając się w odpowiedź, Maïka rozmyślała gorączkowo jak pozbyć się intruza. Nie wyobrażała sobie dzielenia jedynej dostępnej w domu przestrzeni z czarnym pająkiem, który chociaż się nie ruszał, budził w niej niepokoił. Strach i obrzydzenie ustąpiły w końcu miejsca głodowi i zmęczeniu. Tolerując nieprzyjazną obecność pająka, Maïka przycupnęła w kącie i wtuliwszy głowę w ramiona, zasnęła.
Kiedy się obudziła, zauważyła, że czarne pajęczysko zniknęło, a na jej miejscu siedziała teraz gigantycznych rozmiarów tarantula. Była dużo większa od czarnego pająka i tylko o połowę mniejsza od Maïki. W odróżnieniu jednak od czarnego pająka, tarantula wydawała się przyjazna, była na swój sposób piękna, emanował z niej zielonkawy blask, który sprawiał, że jej obecność była dyskretna, a nawet możnaby powiedzieć – uspakajająca. Jej kryształowo-transparentne ciało przeświecało delikatne, fosforyzujące światło. Jego kolor przywodził na myśl mistyczne rośliny, które Maïka widziała podczas jednej ze swoich wypraw na planetę Maribu. Jedynie jej odnóża były czarne i przypominały o pokrewieństwie z rodziną pająków. Maïka była zahipnotyzowana niespotykanym pięknem stworzenia. Przekonana, że śni, ponownie zamknęła oczy. Kiedy się obudziła, pomieszczenie było puste. Pomyślała więc z przekonaniem, że to musiał być sen. Deszcz ustał i rozpogodziło się. Maïka udała się więc na rozpoznanie terenu w poszukiwaniu wody i czegoś do przekąszenia. Pragnęła ukoić swój niepokój po męczącej podróży i zanurzyć dłonie w źródełku, które namierzyła poprzedniego dnia, zanim jej pojazd się zatrzymał.
Niespodziewanie jednak jej merkaba zmieniła trajektorię lotu i dziewczyna stanęła twarzą w twarz z majestatyczną postacią, odzianą w fioletową szatę, w której rozpoznała Mistrza alchemii tworzenia i magii fioletowego płomienia. Świetlista postać Mistrza trzymała w ręku wielką złotą księgę, z której wysypywał się złocisty puder przekształcający się w molekuły światła. Maïka nigdy czegoś takiego nie widziała, jednak dano jej do zrozumienia, że nie tylko znalazła się tu za sprawą magii fioletowego płomienia, ale również że postrzega otaczające ją zjawiska bez udziału zmysłów. Znajdowała się w ósmym wymiarze, o którym nie miała szczegółowych informacji, ani też o panujących tu regułach. Jednak nowe doświadczenia zaskakiwały ją w bardzo pozytywny sposób, a jej radość wprawiała merkabę w delikatne wibracje, nastrajając jej częstotliwość do energii ósmego wymiaru. Mistrz podał jej księgę. Kiedy ją otworzyła, wyleciały z niej kolorowe ptaki i motyle, zataczając wokół niej kregi i przecinając jej ciało jakby były hologramami. Słyszała coraz głośniejszą muzykę, która dochodziła z samego serca księgi. Muzyka stawała się coraz bardziej intensywna i coraz bardziej zagęszczała wibrację wokół Maïki aż do momentu, gdy księga wessała ją do środka.
Ocknęła się w ogrodzie o nieopisywalnym pięknie, który był wypełniony kwiatami i roślinnością o kształtach i kolorach niespotykanch na Ziemi ! Cudowne światło rozlewało się po całym ogrodzie wypełniając je magią. Zapach kwiatów unosił się w powietrzu. W środku ogrodu siedział ogromny świetlisty pajak, którego widziała poprzednio w drewnianym domu.
Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, Pająk odezwał się: „Świadomość wymaga Transformacji. Świadomość jest pierwszym krokiem Przebudzenia. Transformacja jest elewacją. Czy widzisz tę drabinę? ” – zapytał i wskazał na drabinę znajdującą się w ogrodzie. Maïka zaczęła przyglądać się świetlistym szczeblom drabiny, ale nie potrafiła stwierdzić, gdzie drabina się kończy. Pająk dostrzegł jej konsternację i wyjaśnił: „Na pewnych etapach Transformacji, szczeble integrują się z procesem wspinaczki. Świadomość przestaje dostrzegać Dwoistość. Czyż nie widzisz we mnie pająka?” – zapytał. Maïka zgodnie przytaknęła głową. „Czyż pająk nie jest stworzeniem budzącym lęk i odrazę? – zapytał ponownie Pająk, a ona znowu w duchu zgodziła się z nim, zwłaszcza, że obraz czarnego stworzenia wyłaniającego się z deszczowej pogody, wciąż był żywy w jej wyobraźni. „To jest twoje postrzeganie Dwoistości” – ciągnął Pająk. „Światło może być wydobyte jedynie poprzez istnienie ciemności.” Zapadło milczenie. Maïka zdała się przyjmować ze zrozumieniem i ulgą, słowa Pająka. Miały one dla niej szczególne znaczenie w kontekście ostatnich przygód: oswoiła się z widokiem zielonego pająka, bo wcześniej skonfrontowała się z czarnym pająkiem… Czyż nie boimy się tego, czego nie znamy? Transformacja czarnego pająka w majestatyczną, zielonoświetlistą tarantulę jest symbolem postrzegania. Nie powinno się osądzać po pozorach, ani pod wpływem strachu… Wszystko układało się w jej głowie w logiczną całość. Maïka zaczęła odczuwać intelektualną przyjemność refleksji i odnajdować sens w swojej podróży. Po chwili jednak Pająk zakłócił jej rozmyślania, mówiąc: „Nie jestem pająkiem… Jestem Stwórcą.”
Maïkę przeszył dreszcz. Czuła, że jej misterna wieża zrozumienia, która osadziła swoje fundamenty pośrodku przepysznego ogrodu nowej świadomości, zaczęła drżeć u podstaw i w końcu rozpadła się, rozpryskując się na tysiące kawałków, które wyrzuciły ją poza rajski ogród. Kiedy doszła do siebie, znajdowała się ciągle w ósmym wymiarze ze złotą księgą w rękach. Każda jej myśl była odbita na stronicach księgi :
Jeśli świadomość siebie (stworzenia) jest dwoista, świadomość Stwórcy jest jednością. Zatem wiedza, za pomocą której stworzenie rozwija świadomość Stwórcy, jest świadomością dwoistości, która aspiruje do percepcji nie-dwoistości.
Jedynie aspiracja duszy, jej gorące pragnienie jedności, jej wspinaczka po szczeblach światła, sprawia, że dwoistość pomiędzy pragnieniem (stworzeniem) i przedmiotem pragnienia (Stwórcą) znika. Zostaje po niej jedynie żar pragnienia, przemiana, którą wprowadziło w ruch światło penetrujące ciemną i zimną materię, ożywiając ją i dając jej energię.
Maïka zrozumiała w końcu, że czarny pająk został poddany transmutacji w procesie uzdrawiania – jej własnego uzdrawiania, które rozpoczęło się w tym samym momencie, w którym uruchomiła swoją merkabę. Zrozumiała, że pająk jest częścią niej samej. Symbolizuje jej nieskończone możliwości tworzenia i moc destrukcji. Pokazuje ścieżki iluzji i prowadzi do Oświecenia. Czarny pająk pośrodku drewnianego domu i zielona tarantula w centrum ogrodu są jej własną aspiracją do bycia centrum świata… Czy dusza wpadnie w pajęczą sieć, czy użyje jej jako liny, by spuścić się po niej w dół, a może jako drabiny, by wznieść się ku wyższym sferom? Możliwości duszy są nieskończone… Maïka już nigdy nie będzie patrzyła na pająka w dawny sposób…
Każdy z nas niesie swojego pająka, ponieważ wszyscy jesteśmy tkaczami własnego losu, poruszając się na granicy światła i materii, życia i śmierci, jawy i snu, iluzji i realizacji… Osądzamy i ferujemy wyroki, nie zdając sobie sprawy z tego, że to, co widzimy, jest naszą własną projekcją… Raz po raz szukamy miejsca w centrum, to znowu zapuszczamy się w niedostępne peryferie, kurczowo trzymając się pajęczej nici, którą tka nasz umysł. Jesteśmy alchemikami światła i mroku.