Archiwum kategorii: Res insolita

Bliski Nieznajomy

Pewnego kwietniowego dnia, gdy świeciło słońce, a mimo to, było jeszcze dość chłodno, Maïka postanowiła sprawdzić jak czuje się Liko. Tej nocy we śnie zobaczyła jak niefortunnie spadł z siódmego piętra i zwichnął sobie nogę. Według informacji otrzymanych we śnie przebywał teraz u Białej Chmury i Maïka miała nadzieję, że czuje się już lepiej; na tyle dobrze, że wkrótce będzie mogła znowu zasiąść na jego ciepłym grzbiecie i bawić się jego miękką grzywą. Miała w kieszeni jeszcze trochę złotego pudru, więc gdy zbliżyła się do lasu, z namaszczeniem wysypała go na ziemię, rysując przed sobą poziomą linię. Ledwie skończyła, utworzył się nad jej głową portal i przeniósł ją na drugą stronę.

Już z daleka dostrzegła Białą Chmurę, który, ku zdziwieniu Maïki, zamiast opiekować się jednorożcem, opatrywał rany  jakiegoś mężczyzny. Maïka zbliżyła się ostrożnie do wielkiego dębu, pod którym siedzieli  obaj panowie. Kiedy szaman dostrzegł ją, klasnął radośnie w dłonie. Maïka niepewnie podeszła w jego kierunku. Pierwszy raz bowiem zdarzyło się, że podczas jej odwiedzin szaman nie był sam.

Jego gość był młody, ubrany w biały lniany garnitur, przypominający trochę strój safari. Miał włosy w kolorze morskiego piasku i niebieskie oczy czystego nieba. Wyglądał na bardzo zmęczonego i czymś zatroskanego, ale gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Maïki, uśmiechnął się promieniście, pokazując rząd perlistych zębów. Maïkę coś zakłuło w dołku, kiedy słodycz jego uśmiechu wymieszana ze smutkiem, zalały ją falą niezwykłego uczucia. Wydawało jej się, że rozpoznała w mężczyźnie kogoś bardzo bliskiego, ale nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Biała Chmura położył mu rękę na ramieniu i powiedział: – To jest Swan.  I wręczając Maïce kawałek drewna na opał, dokończył prezentację: – To jest Maïka. Maïka podała Swanowi rękę na powitanie.

Kiedy już się uścisnęli, rozpaliła ognisko i zaczęła rozglądać się po drewutni w poszukiwaniu ziół zapachowych. Odkąd odwiedza regularnie Białą Chmurę, szaman pozwala jej na przygotowanie rytualnej ceremonii, w której Maïka wykazuje się swoją wiedzą dotyczącą kwiatów, ziół i kadzideł, a czasem po prostu eksperymentuje.

Nie wiedziała jaki był cel wizyty mężczyzny, ale miała nadzieję, że wkrótce się dowie. Spaliła trochę drzewa cedrowego i wanilii i usadowiła się na drewnianej ławeczce, okrytej bawolą skórą. Biała Chmura przyrządził w tym czasie herbatę, podał im napój i skinął ręką w stronę Swana:

Opowiedz Maïce jak się tu znalazłeś.

Mężczyzna poruszył się na swoim siedzisku, poprawił narzutę, którą byl okryty i spojrzał na Maïkę, aby się upewnić, czy naprawdę ma ochotę słuchać jego opowieści. Ośmielony jej zaciekawionym spojrzeniem odchrząknął i zaczął:

– Przez wiele lat byłem więźniem – powiedział. Moim dręczycielem był ogr, o twarzy upośledzonego dziecka, który poza przyjemnością, jaką sprawiała mu zabawa lalkami, czerpał rozkosz z mojej uwagi. Lub inaczej zabawa lalkami sprawiała mu przyjemność, bo na niego patrzyłem – Swan się zamyślił, ale po chwili kontynuował.

– Ludzie powiadają, że ogr nie jest zdolny do uczuć i refleksji, jednak kiedy go obserwowałem podczas zabawy, świat przestawał istnieć, a on łagodniał i uspakajał się.

Maïka słuchała w skupieniu mężczyzny, starając się wyobrazić sobie ogra bawiącego się lalkami: „Osobliwe połączenie” – pomyślała.

To były jedyne chwile, gdy mogłem kontrolować jego prymitywne instynkty -obdarowując go moją uwagą. Czy wiesz, czym jest prawdziwa uwaga? – Swan zwrócił się do Maïki, która pokiwała przecząco głową, czekając na odpowiedź.

Prawdziwa uwaga – odpowiedział – to spotkanie z czymś potężniejszym od nas samych. To nasze uczestnictwo w jedności – dodał.

Maïka, nieco zaskoczona tą odpowiedzią, zaczęła powtarzać ją sobie w myślach. Dla niej uwaga była, jak dotąd, koniecznym mechanizmem koncentracji i postrzegania. Musiała się nią wykazać, gdy szukała drogi, gdy wypełniała jakieś zadanie, lub odpowiadała na pytania. Nie zastanawiała się jednak nigdy nad tym, w jaki sposób uwaga miałaby wpływać na poczucie jedności. Tymczasem Swan kontynuował:

– Z czasem wytworzyła się między nami kuriozalna więź. Było mi go żal, ale nie potrafiłem mu pomóc. Ulegałem więc jego osobliwemu sadyzmowi, który karmił się moją uwagą. Próbowałem wszystkiego, ale żaden inny rodzaj komunikacji nie był możliwy z ogrem. Kiedy tylko zacząłem się koncentrować na czymś innym lub moja uwaga wyślizgiwała się na boki, ogr nie wiedział, co począć z lalkami, jakby zapomniał, że przed chwilą się nimi bawił i stawał się na powrót ogrem: bezmyślnym, gwałtownym i nieobliczalnym stworzeniem. I pewnie już dawno by mnie pożarł, gdyby nie to, że byłem dla niego pomostem do innego świata. Dzięki mojej uwadze, łączył się w niezrozumiały sposób z jakąś ludzką częścią w nim samym, której istnienia ani ja, ani on nawet nie podejrzewaliśmy.

Mężczyzna ponownie się zamyślił  i wypił łyk herbaty. Wbijając wzrok  w Maïkę, dorzucającą do ognia aromatycznych ziół, ciągnął swoją opowieść:

– Nosiłem kajdanki i byłem przykłuty do ściany łańcuchami, abym nie mógł opuszczać piwnicy. Pewnego razu, pod nieobecność ogra, który poszedł polować, udało mi się odczepić łańcuchy i wydostać się na zewnątrz. Odkryłem, że znajduję się w więzieniu, ale jestem prawdopodobnie jedynym, a może ostatnim więźniem. Kiedy znalazłem się na placu i próbowałem przekroczyć więzienną bramę, ogr dopadł mnie, zawlókł z powrotem do piwnicy i przykłuł do ściany. Byłem zdruzgotany i zacząłem powoli tracić nadzieję na wydostanie się z tego piekielnego miejsca – Swan wydał z siebie długie westchnienie. Maïce zaszkliły się oczy.

Aż któregoś dnia – kontynuował – stało się coś dziwnego.  Ogr zaczął się krztusić jakby brakowało mu powietrza. Kasłał i kasłał aż się udusił i zmarł. – Maïka nie spodziewała się takiego zakończenia. – To było prawdopodobnie serce. – dodał Swan. – Umarl na atak serca. – sprecyzował. – Byłem w końcu wolny, ale zbyt zdruzgotany wewnętrznie, aby cieszyć się wolnością.

Swan zamilkł, a dalszą część opowieści Maïka otrzymała drogą telepatyczną. Najpierw zobaczyła więzienie i piwnicę, w której znajdował się Swan. Następnie jej uwaga skierowała się do bramy, gdzie dostrzegła skłębioną energię światła, a w niej kilka postaci i jednorożca Liko. „Ach, to tu się podziewałeś” – uśmiechnęła się do siebie. Jedna z postaci uniosła w górę świetlisty miecz i otworzyła nim bramę. Po chwili wszyscy weszli do środka. Odnaleźli w piwnicy Swana, a obok -martwe ciało ogra. Istota z mieczem uwolniła Swana z kajdanów i łacuchów, które miał przyczepione do rąk i nóg. Pozostali osobnicy, których trudno było w jakikolwiek sposób zidentyfikować ze względu na promienie światła, jakie się z nich wydobywały, pomogli mu stanąć na nogi i wydostać się na zewnątrz. Ciało ogra zostało spalone na placu. Kiedy wszyscy byli już na zewnątrz, ziemia otworzyła się i pochłonęła cały budynek więzienny i wszystko, co po nim pozostało. Na jego miejscu utworzyła się góra. Maïka zobaczyła, jak Świeliste istoty pytają o coś Swana, który wskazał na szczyt góry. Po chwili wyrosło na niej drzewo. Rosło bardzo szybko, wzdłuż, wszerz i w głąb, wypuszczało gałęzie, liście, pąki, przekwitało, traciło liście. Kiedy cykl się zakończył, mężczyzyna z mieczem wskazał na północ. Swan usadowił się na grzbiecie Liko, a Maïka poczuła przez chwilę ukłucie zazdrości, ale trwało to tylko chwilę, gdyż czuła jednocześnie autentyczną troskę, jaką otaczali Swana nowi przyjaciele, choć nie wiedziała kim są, jednak była przekonana, że mają ogromną moc i że Swan musi być dla nich kimś ważnym. Wyruszyli na północ. Po drodze zatrzymali się przy wodospadzie, gdzie mężczyzna wykąpał się w rześkim strumieniu wody. Jedna z istot wręczyła mu ręcznik, olejek eukaliptusowy i czyste białe ubrania – te, w których Maïka widziała go dzisiaj. Biały Chmura pokazał Maïce jak dotarli do portalu bez konieczności otwierania go i jak przyprowadzili Swana przed oblicze szamana. Ten opatrzył mu rany, nakarmił go i napoił, a potem uśpił swoją szamańską muzyką. Swan spał przez siedem dni i siedem nocy. Nazajutrz zjawiła się Maïka, która zobaczyla samą siebie w sekwencji filmu wyświetlanego w jej umyśle przez Białą Chmurę, po czym transmisja się urwała. Maïka nie miała pojęcia jak Biała Chmura to robi i w jaki sposób pozwala jej widzieć zdarzenia, emocje, kolory, czuć zapachy we własnych myślach i jak możliwe jest to, że minęło zaledwie kilkanaście sekund milczenia, w przeciągu których Maïka poznała kilka tygodni z życia Swana. A może film, w którym sama bierze teraz udział, wyświetla się także w innym miejscu, w umyśle kogoś innego…?

Ech… – westchnęła z rezygnacją – „pewnie nigdy nie dowiem się, jak to możliwe” – pomyślała. Uważała ten rodzaj komunikacji nie tylko za zabawny, ale także za niezwykle praktyczny. Kiedy ocknęła się z zamyślenia, rozejrzała się po królestwie Białej Chmury.

A gdzie jest Liko? – spytała. – Chyba już wyzdrowiał? – chciała się upewnić.

Liko ma się znakomicie, ale ma ważne zadanie do wykonania w innym wymiarze.

A jego noga? Jego upadek z siódmego piętra? – nalegała Maïka przekonana, że jej sen o jednorożcu przedstawiał fragmenty rzeczywistości.

Buhaha!!! – wybuchnął gromkim śmiechem szaman i poklepał się po udach. – Język jednorożców! Hahaha! Symbole, symbole, symbole…! – I znowu zaczął zanosić się śmiechem. Maïka uwielbiała patrzeć jak nadyma mu się brzuch, zaciskają powieki, a ręce szukają kontaktu z resztą szamana, jakby czekały, aż wnętrze poruszającego się falami brzucha, otworzy się i wślizgną się do środka, żeby uczestniczyć w tym pysznym spektaklu. Kiedy szaman zaczął się w końcu głaskać po brzuchu i wydychać głęboko ostatnie kaskady śmiechu, Maïka nadstawiła uszu, żeby dokładnie zrozumieć, co zakomunikuje jej Biała Chmura na temat wiadomości od Liko.

Liko przesłał ci tę informację we śnie, żeby dać ci do zrozumienia, że po okresie wspinaczki duchowej, musi nastąpić moment załamania i zagubieniaczyli symboliczny upadek. Siódme piętro reprezentuje dostęp do wiedzy, która pozwala ogarnąć całość naszej ziemskiej egzystencji z perspektywy wędrówki Duszy. To obraz doskonałości i pełni rozwoju. Pamiętaj Maïko – ciągnął pouczająco –  że zarządzamy rzeczywistością według pewnych zasad: instynktu, emocji, inteligencji, intuicji, woli i świadomości. Jeśli weźmiemy na przykład ogra, kierował się on pierwszą zasadą przetrwania, czasem uzyskując dzięki obecności Swana, dostęp do drugiej zasady świadmości, czyli uczuć. Jego treścią życia była walka o byt i o przeżycie kolejnego dnia. Postrzeganie uczuć uzurpuje miejsce inteligencji i intuicji.

– Nawet ogr doświadczał nietrwałości i niepewności świata uczuć – westchęła Maïka.

– Ponieważ jego świat opierał się jedynie na instynktach i nadziei – uzupełnił szaman.  – Jedynie wiedza jest pewnością i tylko wówczas, gdy jest zakorzeniona w siedmiu stopniach świadomości jednocześnie: wola musi opierać się na instynkcie i intuicji i kierować się inteligencją serca. Czy wiecie – zwrócił się do Maïki i Swana – że największa harmonia i ostateczne wyzwolenie powstają na ruinie nieszczęść, w oparach rozdarcia i smutku, w straszliwym doświadczeniu pustki i odczłowieczenia?

Jakoś trudno to sobie wyobrazić… – powiedziała Maïka, przerywając monolog Białej Chmury i dolała wszystkim herbatę.

Tak, tak, to nie jest łatwe… Dlatego – zwrócił się do Swana i do Maïki – chciałem was wysłać w miejsce, w którym można poznać pewne mechanizmy istnienia i rozwoju. Maïka spojrzała na Swana i znowu poczuła znajomą falę ciepła zalewajacą jej ciało. – Jest to dość mroczne miejsce. Trzeba udać się do świata podziemnego – dorzucił. Nie chciałem wysyłać cię tam samej, Maïko. Czekałem na okazję – uśmiechnął się i zwrócił się do Swana. – Wiedziałem, że się zjawisz.

Skąd wiedziałeś?- dopytywała się Maïka.

Tak jest zapisane w Księdze Akaszy – wyjaśnił szaman z taką oczywistością jakby zapowiadał przyjazd nadjeżdzającego pociągu.

– Wyobraź sobie przyjazd nadjeżdzającego pociągu – podchwycił myśl Maïki, która zarumieniła się po uszy, przypominając sobie łatwość Białej Chmury do czytania w myślach.

Pociag przemierza liczne kraje, krajobrazy, porusza się w różnych warunkach atmosferycznych i w przeciwstawnych kierunkach. Jednak – zatrzymał się szaman – kiedy pociąg wjeżdza do tunelu, ginie z pola widzenia nie tylko on sam; znikają także wszystkie pejzaże i punkty odniesienia do czasu, miejsca i warunków meteorologicznych.

Maïka przytaknęła ze zrozumieniem. To było bardzo trafne spostrzeżenie. Będąc w tunelu, nie wie się za bardzo, gdzie się jest, ani kiedy tunel sie skończy. A inni, znajdujący się na zewnątrz, nie mają najmniejszego pojęcia, czy pociąg już wyjechał, czy jeszcze nie nadjechał. A może tunel jest tak długi, że aby zobaczyć wyjeżdżający z niego pociąg, trzeba przebyć podobną odległość w tym samym kierunku równolegle do jadącego pociągu – nad tunelem…?

– Swan wraca z piekielnej gęstości energetycznej – powiedział w końcu szaman – i nie boi się niczego. Pomoże ci rozpoznać siódmy stopień twojej wędrówki i będzie ci towarzyszył w wyprawie do tunelu.

W głowie Maïki roiło się od znaków zapytania: Kim jest Swan? Dlaczego spotkała go teraz? I skąd to poczucie bliskości wobec niego? Kim były świetliste postacie, które mu pomogły? Jak znalazły drogę do Białej Chmury??? Dlaczego ogr znęcał się nad Swanem? I gdzie podziewa się Liko???

Wszystko w swoim czasie, Maïko – odpowiedział na jej niezadane pytania Biała Chmura, a Swan mrugnął do Maïki porozumiewawczo.

Kieszonki pełne smutku

Kieszonki pełne smutku

Maïka od pewnego czasu wybierała się w odwiedziny do Białej Chmury, który obiecał zabrać ją w podróż do nowego wymiaru. Ciągle jednak coś jej przeszkadzało w przygotowaniach do wyprawy, a w uszach dźwięczały jej słowa przyjaciela, powtarzającego, że należy podróżować z lekkim sercem. Tymczasem jej serce było ciężkie jak kamień, coś usadowiło się w jej splocie słonecznym i mocno ściskało za gardło. Maïka czuła na sobie przygniatający ciężar wszystkich nieszczęść świata. Mimo to postanowiła udać się  do Białej Chmury, żeby opowiedzieć mu co się z nią dzieje i uzyskać od niego poradę, a może przynajmniej magiczne lekarstwo na przywrócenie radości życia. W końcu od czego są przyjaciele…

Wzięła do kieszeni parę kamieni, zabrała szkło, które znalazła tego ranka przy śmietniku i udała się w stronę lasu. Po drodze skubnęła kawałek mchu, mrucząc pod nosem – „Może się przydać…” i podniosła z ziemi biało-szare-pióro ptaka, mamrocząc znowu pod nosem – „Ty też mi się przydasz…” W końcu doszła do rozdroża, w którym zaczynało się królestwo Białej Chmury. Stanęła na skraju lasu, wygrzebała rękoma dołek, który miał szerokość jej rozciągniętej dłoni i głębokość zacisniętej pięści. Wyścieliła wgłębienie mchem – „na miękkie lądowanie” – powiedziała uśmiechając się do siebie. Na mchu ułożyła cztery małe kamienie – „świt, zmierzch, południe i północ” – powiedziała. Pomiędzy kamieniami po przekątnej włożyła delikatnie pióro ptaka – „na ochronę przed złem” – dodała. Na dołek położyła kawałek szkła, przysypała go lekko trawą i ziemią. Rozejrzała się jeszcze za kijem, chwyciła go mocno w dłoń, wyprostowała się i zastukała 3 razy w szkiełko, wypowiadając zdanie:

Jestem światem fantastycznym wewnątrz mnie – magicznym zewnętrzu.

Portal otworzył się i Maïka powędrowała w stronę opiekuńczego drzewa Białej Chmury.

Biała Chmura przywitał ją z uśmiechem i z otwartmi szeroko ramionami i zaproponował orzeźwiający napój. Maïka od razu poczuła się lepiej. Usiedli razem przy ognisku sącząc znakomity eliksir, który miał posmak owoców egzotycznych i pachniał miętą i szałwią. Biała Chmura wyciągnął swój instrument przypominający banjo, a może bałałajkę; nigdy nie zdradził jej pochodzenia instrumentu, wiedziała tylko, że był do niego bardzo przywiązany. Szaman niewiele mówił, a to, co chciał powiedzieć, docierało do Maïki drogą telepatyczną, jakby pozwalał jej czytać swoje myśli. Ale ma się rozumieć, tylko niektóre. Biała Chmura zaczął śpiewać piękną pieśń w języku swojego plemienia, rytmicznie uderzając w struny. Maïka zamknęła oczy i zasnęła.

Kiedy się obudziła, stała nad brzegiem znajomej rzeki. Po drugiej stronie wpadał do niej wodospad prosto ze skalistej ściany, za którą ukrywał się las. Tak bardzo pragnęła przejść na drugą stronę, żeby zanurzyć się w cudownej, błyszczącej wodzie, że jej pragnienie zmaterializowało się tworząc tęczowy most. Rozejrzała się niepewnie. Ostatnim razem nie była tutaj sama. Przypomniała sobie o gwizdku i o słowach ducha lasu – „Kiedy będziesz potrzebowała pomocy, zagwizdaj”. Wymacała go ręką w kieszeni – może ciągle tam był, a może pojawił się, kiedy o nim pomyślała. Wyciągnęła go i leciutko zagwizdała. Po chwili usłyszała dźwięczny stukot kopyt, odwróciła się i zobaczyła Liko – białego jednorożca. Pogładziła go po białej grzywie i wsiadła na jego grzbiet, który uniósł ją po tęczowym moście na drugą stronę lasu. Przy wodospadzie czekał na nią skrzat z poczęstunkiem i ręcznikiem kąpielowym. Rzucali w siebie płatkami kwiatów i chlapali się wodą. Po pewnym czasie skrzat zniknął i Maïka podążyła w jego ślady, co nie było trudne, bo z kieszeni wypadały mu drobne kryształki, które mieniły się w słońcu, wskazując Maïce drogę. Gdy skrzat pojawił się przed nią w całej krasie, uświadomiła sobie, że znajduje się niebezpiecznie blisko groty, do której nie lubiła wchodzić sama, bo nigdy nie było wiadomo kogo w niej spotka i w jakich okolicznościach. Skrzat spojrzał na nią ze współczuciem i wręczył jej największy kryształ, jaki miał w kieszeni.

-„Jestem Klavio” – wyszeptał.

-„Jestem Maïka” – odpowiedziała Maïka i grzecznie podziękowała za kryształ, odwdzięczając się Krówką, którą miała w kieszeni. Klavio zniknął, a ona z ciężkim westchnieniem weszła do groty, w której panowała wilgoć i ciemność. Po środku groty stał dziwaczny stwór, wyglądał trochę jak Plastuś, ale był dużo większy i o wiele mniej sympatyczny. Jego gadzia skóra błyszczała od wilgoci. Znajdowały się w niej małe zagłębienia, w których gromadziły się łzy. Zamiast oczami, płakał całym ciałem, gromadząc łzy w wyrostkach na ciele, które przypominały małe kieszonki.

-„Kim jesteś?” – spytała Maïka.

-„Jestem twoim smutkiem”- odpowiedział niby-plastuś.

-„Czego chcesz ode mnie?” – spytała znowu Maïka.

-„Pragnę być zauważony i zrozumiany. Chcę, żeby inni zobaczyli świat moimi oczami.”

Maïce zrobiło się smutno…tak bardzo smutno, że usiadła w grocie na zimnym i mokrym kamieniu i zaczęła szlochać. Zrobiło jej się zimno. Im bardziej wczuwała się w nastrój gadziego plastusia, tym bardziej ogarniała ją apatia. Zapomniała z jakiego powodu znalazła się w grocie i zaczęła się martwić, że zostanie tu na zawsze, bo nie będzie miała odwagi wyjść z niej o własnych siłach, ani nie będzie miała siły zostawić niby-plastusia na pastwę losu. Pogrążając się coraz bardziej w smutku, spostrzegła, że gdy kieszonki na ciele niby-plastusia przepełniają się łzami, tworzą się następne, które przejmują ich funkcje. Zauważyła też, że przegródki wypełniają się łzami tak szybko, że wkrótce zabraknie mu skóry na nowe kieszonki. Maïka poczuła, że jej stopy wilgotnieją od łez niby-plastusia, które zaczynają wyciekać z nabrzmiałych kieszonek tworząc kałuże. Poderwała się na równe nogi. Osuszanie groty po ostatniej powodzi trwało klika dni, które Maïka spędziła w łóżku pod kołdrą. Przypomniało jej się, dlaczego tu jest… Biała Chmura wiedział, co robi, usypiając ją swoim śpiewem. Wiedział, że nie wróci tutaj z własnej woli. Mogła wprawdzie liczyć na pomoc Liko i Klavia, ale teraz była sama i musiała rozprawić się z problemem płaczących kieszeni. Jedyną bronią, którą miała w rękach był kryształ o cudownej mocy. Postawiła go na kamieniu i zaczęła go powiększać siłą myśli. Światło kryształu wypełniło całą grotę. Łzy niby-plastusia zaczęły znikać jak plamy po praniu. Jego kieszonki zaczęły się zmniejszać.

-„Wiem, że jesteś częścią mnie” – powiedziała w końcu Maïka. „Nie chcę jednak patrzeć na świat twoimi oczami… Chcę patrzeć na świat oczami duszy” – dodała.

Położyła obie ręce na krysztale, który zrobił się taki duży, że nie mogła go już podnieść i patrząc niby-plastusiowi w jego smutne bezłzawe oczy, powiedziała:

W mocy tego kryształu moja magia jest skryta.  Światło prowadzi do zanurzenia krokodyli w cieniu. Jestem światłem, które pomaga krokodylowi cienia zanurzyć się w świecie. Jestem dzieckiem ziemi, ziemskim aniołem, wibracją, kreacją i twórcą. Mocą tego kryształu, przekształcasz się w to, co zechcę. Niech tak się stanie!

Maïka obróciła się trzy razy wokół własnej osi, kryształ zaczął wibrować, a niby-plastuś zaczął się kurczyć i kurczyć, aż została po nim tylko jedna kieszonka, z której wyrosła śnieżyczka przebiśnieg!

-„Kiedy skończysz kwitnąć, wrócę po twój korzeń” – mruknęła Maïka i wyszła z groty, przed którą czekali na nią skrzat Klavio i jednorożec Liko. Usadowiła się na grzbiecie Liko, ale nim doszli do wodpsoapdu, Maïkę zmorzył sen. Kiedy się obudziła, siedziała obok Białej Chmury, który głaskał jednorożca.

„Ach więc tym razem, to nie był sen” – mruknęła zadowolona i uśmiechnęła się do siebie. Biała Chmura miał tego dnia dużo pracy, a Maïka czuła, że jej dzisiejsza misja dobiegła końca. Podniosła się więc w końcu, pogrzebała ręką w kieszeni i podała Białej Chmurze magiczny gwizdek, prosząc o jego przechowanie. Co by to było gdyby się nagle zawieruszył w ziemskim wymiarze…? Szaman wręczył jej srebrne puzderko. W środku znajdował się sproszkowany puder jednorożca w kolorze złotym i szmaragdowym. Tak jak lubiła! Pożegnali się z uśmiechem i lekkim sercem.

***

Maïka uświadomiła sobie, że nie da się posprzątać groty raz na zawsze. Nawet po wielkich porządkach i żmudnych wysiłkach osuszania groty promieniami słońca i energią kryształu, w ciągu następnych dni, na ścianach groty zbiera się wilgoć. Z wilgoci rodzi się niby-plastuś, który produkuje kieszonki wypełnione łzami. Maïka zrozumiała, że grota była dla niej drugim domem i że wymaga ona częstych wizyt i ciągłej higieny. Każdego dnia spotyka przecież smutne osoby, które sprawiają, że wzbiera także smutek w jej sercu, a pewne sytuacje przypominają jej niby-plastusia uwięzionego w grocie. Maïka postanowiła zadbać o to, by grota była wypełniona tęczowym światłem, odbijającego się w słońcu kryształu i by nie zabrakło jej energii i pomysłów na to, by niedopuścić do nadprodukcji kieszonek smutku… Tymczasem postanowiła zrobić użytek ze sproszkowanego rogu jednorożca.