Sława

Yeiayelnet

22. Sława

Pełnia jest źródłem i zwieńczeniem.                                                                         Powodzenie jest zwieńczeniem i końcem,nagrodą i przeszkodą.

Sława i powodzenie skrywają zaułki niepokoju:                                                 Zniekształcone życie w cieniu sławy.

Sława jest brakiem. Ukrywam się w cieniu powodzenia.                               Nie wiem  kim jestem.

W ziemskim świetle sławy skłaniam się do pełni i dźwigam brak.

Ziemskie powodzenie jest światłem braku, na którym buduję pełnię, światło sławy jest ziemskim szczytowaniem i boskim niedostatkiem, które intensyfikuję i ku którym grawituję.

Podnoszę światło – to ziemski nadmiar, który przywołuje niedoskonałości. Unoszę ziemski prestiż,  który przypomina mi o braku blasku.

Zagubiony w sławie  zbieram owoce- ryby z zatrutego źródła.          Zaszczyt to trująca wylęgarnia, która wyrzuca na brzeg martwe ryby.

Zatrute ryby pływają w źródle – to owoce renomy.                               Owoce reputacji pływają jak ryby w toksycznym źródle.

Zbieram owoce sławy, które są rybami w skażonym źródle.                   Daję i odbieram. Błyszczę i drżę. Nie wiem kim jestem.

 

Amantes Amentes

amantesnet

2017

·  Nigdy nie bedę już płakać z powodu straconej miłości. Będę płakać jedynie z powodu straty.

·  Każdy ma prawo do przeżywania bólu na swój własny sposób. Żadna manifestacja cierpienia nie jest niestosowna.

·  Wierność nie jest zasadą. Zdrada nie jest przestępstwem. Miłość jest ponad wszelką moralnością. Jest jedyną zasadą, która oczyszcza z wszelkich win.

·  Miłość. Równanie z dwiema niewiadomymi. Siostra teorii i paradoksów rozdaje rebusy. Przybysz z wieloświatów flirtuje z ogniem… Protestuje, by nie częstować go pestkami. Prosi o owoc. Ona podaje mu owoc bez skórki.

·  Czy można opisać otchłań z miłościa? Czy można kochać otchłań? Jej miłość jest zawsze powrotem do otchłani, jej filozofia życia opiera się na dramatyzowaniu i szukaniu środków uwolnienia się od napięcia. Jego miłością jest euforia lub nienawiść, namiętność lub chłód, lojalność lub zdrada… Kiedy już wypali się we własnych emocjach, Otchłań, którą jest ona, zamienia się w szarą plamę jego rzeczywistości.

·  Szukamy podobieństw, zakochujemy się w lustrzanych odbiciach, które potwierdzają nasz system wartości, naszą wizję świata. Ale potrzebujemy przeciwieństw, które nas pociagają, choć ich nie rozumiemy, bo często nas dziwią lub drażnią. Borderlinowiec potrzebuje stabilności, cierpliwości, bezwarunkowej miłości. Jeśli spotka na swojej drodze miłość która zapewni mu poczucie stabilności i uchroni go przed autodestrukcją, będzie robić wszystko, by udowodnić, że nie jest jej warty, sabotując ją na różne sposoby. Miłość jest dla niego pokarmem. Jeśli jest głodny, po prostu je. Czasem potrawa jest wyśmienita. Czasem tylko zaspakaja głód. Ale bywa też pikantna. Albo odkrywczo-egzotyczna. Jak chapulines, którą mu zaserwowano w Meksyku, chociaż smażone świerszcze w jego kraju nie są nawet uważane za żywność. Je, aby nie umrzeć z głodu.

·       Jesteś moją dystorsją, dysocjacją pamięci o innym życiu, dysfunkcją mojego serca i oddechu, dyslokacją mojej prawdy o miłości… Pielęgnuję moje rozdarcie jak szczelinę krateru w drzemiącym wulkanie. Noszę w sobie ziarno Twojej miłości, które nigdy nie wykiełkuje… Słowami dotykasz mych ran, Ukochany, a rany zamiast krwawić, zamieniają się w kwiaty. Jak obronić się przed Tobą i przed sobą ? Jak ugasić głód, nie popadając w niesprawiedliwą zachłanność? Jak nie zgubić się w porządku czasu, który do nas nie należy…?

·       Wolność to pozwolenie sobie na bycie bezbronnym i wrażliwym. To maszerowanie po bezkresnych pastwiskach. Prawdziwe piękno jest nagie i tylko będąc nagim można wejść z nim w komunię. Otwieram się na piękno i nieprzystępność życia, ponosząc ryzyko dochowania wierności samej sobie. To jest jedyna prawda, której pragnę być wierna.

·       Gdy zbierają się na niebie nimbostratusy, to wiesz, że prawie zawsze spadnie z nich deszcz. Czy można powstrzymać deszcz…?

·       Zaszczuta i pokaleczona wilczyca znalazła bezpieczny dom. Jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji, zostaniesz w tym domu tak długo, aż nabierzesz siły i zagoją się twoje rany, mimo że słyszysz wycie wilków i chciałbyś do nich dołączyć. Wilczyca wyzdrowiała i jest gotowa do dalszej drogi.

·       Muszę się poszukać i się odnaleźć. Dotąd żyłam tylko w połowie. Część siebie zamknęłam w sekretnych szufladach, bo była niekompatybilna i zagrażała mojemu związkowi. Zabiłam w sobie Sindbada Żeglarza, Don Kichota, Indianę Jones… spętałam Dziką Kobietę. Tak rozpaczliwie szukałam poczucia bezpieczeństwa, że stałam się jego więźniem. Zamknęłam się z nim w czterech ścianach i odizolowałam od świata i ludzi. Nie lubię osoby, którą się stałam. Zaczynam się dusić. Czuję się jak napęczniała poczwarka, z której musi uwolnić się motyl. Sekretne szufladki zaczynają się otwierać i wszystko się z nich wysypuje. Jestem przerażona… Czuję, że żyję…

2016

·        Mój Ukochany przemówił do mnie dzisiaj tymi słowy: Daję Ci wolność. Wychodzę na godzinę i zostawiam Ci przestrzeń, byś mogła odkurzyć moje biuro.

1998-2000

·        Domagam się od mężczyzn miłości bezwarunkowej, podczas gdy moja miłość jest uwarunkowana, bezwzględna i wymagająca. Mimo to nie zrezygnuje z mojego ideału miłości. Nawet gdybym miała być torturowana. Nawet, jeśli żaden mężczyzna tego nie zniesie. Nawet, jeśli nikt mnie już nie pokocha.

·        Pod moim mitycznym romantyzmem ukrywa się cynizm. Przesiąkłam nim na wskroś. Mówię cynicznie. Patrzę cynicznie. I mam w sobie dość pogardy, by niszczyć siebie i wszystko, co mnie otacza. Cynizm – coś pomiędzy zwycięską goryczą a niechcianą radością. Trucicielka. Trucizna. Ofiara ideału.

·        Mistyczna przyjaciółka – Simone Weil nauczyła mnie, że miłość polega na dystansie. Nie wierzę w żadną więź i jedność pomiędzy podmiotem i obiektem miłości, jakimi są mężczyzną i kobieta, kobieta i kobieta, mężczyzna i mężczyzna. W drugim człowieku kochamy wyłącznie siebie. Miłość jest narzędziem samopoznania.

·        W rzeczach ułomnych tkwi szczególny rodzaj piękna, które jest odporne na czas i wszelkie kanony mody. Zmysłowość i seksapil to zwieńczenie ułomności, nieświadomość piękna i to, czego w sobie nie akceptujemy. Z braku akceptacji rodzi się atrakcyjność.

·        W wyrażeniu „uprawiać miłość” jest coś absolutnie trafnego. Uprawiać miłość jak uprawiać ogród, czekając na jego owoce lub jałowość plonów.

·        Ludzie zaciągają u nas kredyt. Jeśli zdołają go spłacić, zostaje zachowana wymiana i sytuacja powraca do równowagi. Jeśli kredyt się wyczerpał i nie otrzymaliśmy żadnego ekwiwalentu pożyczki, wycofujemy się z poczuciem straty. Sytuacja pomiędzy ludźmi, w której brakuje równowagi za zgodą obu stron, oznacza zgodę na kradzież i zgodę na bycie okradanym. Sytuacje takie tworzą złodziei i ludzi nieuważnych. Wampirów i altruistycznych masochistów.

·        Nie potrafię rozbudzić w sobie głębszego zainteresowania innymi mężczyznami. Seks jest niemożliwy, ponieważ nie umiem oddzielić go od sfery emocjonalnej. Seks jest rodzajem fizycznego dopełnienia mojego duchowego, emocjonalnego i intelektualnego podniecenia, ponieważ seksualizm obnaża i uzupełnia psychikę drugiej osoby. Dlatego jest fascynujący. Dlatego powinien być wyjątkowy jak smakowanie egzotycznej potrawy.

·        Ten świat mnie głęboko brzydzi, ponieważ wciąga nas w grę, która czyni nas małodusznymi, napuszonymi egocentrykami. Wszystko, co najgorsze w nas bierze się z tego, że bronimy się przed zranieniem. Największe zdrady pochodzą z niezagojonych ran.

·        Poznajemy się przez pryzmat innych ludzi. Kiedy jesteśmy wewnątrz relacji, próbujemy (obijając się czasem o kanty zbyt ciasnej przestrzeni) rozwinąć swoje możliwości, zrealizować pragnienia i pozostawić miejsce dla własnej wolności. Doświadczamy siebie w sytuacjach granicznych, ale poznajemy się w warunkach wolności i samotności, gdy brak nam już punktów oparcia i skazani jesteśmy wyłącznie na siebie i swój świat. Mimo to szukamy w relacjach z innymi ludźmi podobieństw, narzucając im swój świat, domagając się akceptacji naszego świata, który potrafi zniszczyć przestrzeń drugiej osoby. Pytanie o możliwość i warunki miłości jest źle postawione. Jest tyle form miłości, których nigdy nie poznamy. Te, które tworzą, wznoszą, ograniczają, zabijają, przenoszą góry i popychają do najpodlejszych występków. Nie zgadzam się z mademoiselle F, że będąc z kimś związanym nie można zakładać, że spotka się kogoś innego, lepszego. Że dla zachowania stałości w związku, należałoby wyrzec się tego pragnienia. Nie dbam o to, czy ktoś inny będzie lepszy, ale o to, że kontakt z nim pozwoli mi odkryć i wyzwolić pragnienia, które mnie rozwijają. Potrzeba miłości w człowieku jest jedyną ciągłością; nie jest nią stałość, którą sobie narzucamy jako konieczne ograniczenie naszej samotności lub klatkę, w której próbujemy uwięzić nieskończoność.

·        Różnorodność jest najciekawszym programem zaszczepionym ludzkości. Wobec istniejących pomiędzy nami różnic sam fakt, że zdarzają się pomiędzy ludźmi sytuacje spotkań, wzajemnej fascynacji, przyjaźni, zrozumienia czy wreszcie miłości – ten fakt jest cudem. Szukam czystości i prawdy. Będę to powtarzała z uporem maniaka. Kiedy spotkanie z drugim człowiekiem przestaje pełnić rolę najwyższego ideału czystości – wolę schronić się w samotności. Nie zamierzam zrezygnować z tej surowości i dyscypliny, jaką narzucam sobie w kontaktach z innymi. Po części wynika to z instynktu i dystansu, który muszę zachować, by nie oszaleć, kiedy się do nich zbliżam.

·        O innych właściwościach teatru. Aktor powinien wiedzieć lepiej niż ktokolwiek, że wielowarstwowość masek tyleż odsłania, co zakrywa. Wypowiadane słowa są maskami naszych ciał, których mowa i głód zdradzają nas na każdym kroku. Słowa pisane są maską naszych myśli uporządkowanych w estetyczną formę. Nasze myśli kłamią naszym uczuciom, a uczucia – naszym ideałom… Wierność sobie – zabija nas albo niszczy więzi międzyludzkie. Cena, którą płacimy za bycie w zgodzie ze sobą to ciągły opór, jaki musimy stawiać innym. Żądamy bezwzględnej akceptacji, próbując ubezwłasnowolnić innych. Jesteśmy zdani na balansowanie nad przepaścią, na samotność, na granice, których nie wolno nam przekroczyć.

·        Jeśli nie mamy własnej przestrzeni, fizycznie zawłaszczamy przestrzeń, w której się znajdujemy z braku innej przestrzeni. Potrzeba przestrzeni sprawia, że oswajamy miejsce, w którym się aktualnie znajdujemy, nawet jeśli to terytorium wroga.

·        Czasem widzę siebie oczami innych osób. Ogarnia mnie wtedy obrzydzenie i nienawiść do obrazu, który mi się przypisuje; do masek, którymi nie jestem.

·        Spotkania z innymi ludźmi, to po części spotkania z samym sobą. Każdy odsłania cię po kawałku. Nikt nie zna całości. Inni to lustra, w których nie możesz się przejrzeć, bo każde z nich ukazuje tylko fragment stwarzający złudzenie całości.

·        W mężczyźnie podoba mi się nie on sam, ale sposób w jaki na mnie patrzy.

·        Co łączy piękną kobietę, która identyfikuje się ze swoim odbiciem w lustrze z brzydką kobietą, która wie, że to nie ona jest odbiciem, na które patrzy? Lustro.

·        Jeśli kochamy kogoś dla jego wyjątkowości, to jak pogodzić naszą miłość z wolnością osoby, którą kochamy? Jak kochać, nie naruszając jej piękna i wolności? Kochać kogoś, tzn. żyć w jego świecie lub narzucić mu swój świat. Kochać kogoś, tzn. zrezygnować ze swojego świata. Czasem chcemy tej rezygnacji. Czasem nie jesteśmy w stanie jej znieść. Kochając, pozbawiamy drugą osobę jej wyjątkowości. Pragniemy ją zagarnąć, zatrzymać dla siebie. Róża, która zachwyca, gdy widzisz ją pośród innych kwiatów, w jej naturalnym środowisku – zerwana, więdnie w twoim pokoju. Cieszy cię chwilę jej widok i zapach. Jest wyizolowana, piękna, pachnie intensywniej, pachnie tylko dla ciebie. Ile oczu mogłaby cieszyć, rosnąc w swym dawnym miejscu…Zachwyt nad rosnąco dziko różą. O ileż bardziej doskonały od jej ulotnego zapachu zmieszanego ze stęchłą wonią twojego pokoju. Więdnie i umiera. Musi umrzeć. Ktoś, kto z upodobaniem suszy kwiaty, pragnie podtrzymać iluzję zachwytu. Znieruchomiały obraz. Nieżywy kwiat. Niektórzy je kolekcjonują. Inni przechowują je, tęskniąc za zapachem, który zmienił się w duszącą woń kurzu. Mam obsesję zabierania komuś przestrzeni. I obsesję wolności dla swojej przestrzeni. Chcę być różą zauważoną wśród tysiąca innych kwiatów. Nie chcę jednak znaleźć się w wazonie, w stęchłym pokoju, skazana na zagładę.

·        Jest nas dwie. Nie muszę podsycać swojego pożądania. Ono trwa. czasem zmienia się we wściekłość. Stoję z boku i obserwuję to. Zabójcza dwoistość. Nieprzytomna żądza, aż po zniewolenie, zatratę siebie i obojętne, mrożące spojrzenie, dotyk lodu. Twardość na zewnątrz i obłędna, upokarzająca histeria w środku. Czy doznania są czymś, co poddaje się opisowi? Jestem jak przechodzień w ciemnej ulicy, nie mogący oderwać oczu od prowokującej witryny.

1995-1997

·        Na dnie miłości jest nienawiść. Żeby móc być kochanym, trzeba być silnym.

·        Współczucie pomaga pokonywać złość, niechęć i strach przed drugim człowiekiem. Pokochać w nim jego bezsilność – to także zaakceptować swoją.

·        Marzenia są jak ułuda. Słodkie, pikantne. Jak piekło i raj. Czy są przeszłością, przyszłością, teraźniejszością? Czy tęsknotą? Czy stratą czasu? Tęsknię. Może pragnę. Pożądam. Chcę. Marzenie…

·        Przed pełną miłością do mężczyzny powstrzymywał mnie zawsze brak jego akceptacji dla mojej osoby. Choćby cząstkowy. Dotyczył bardzo różnych sfer. Niezależności i całkowitego oddania. Naiwnego zaufania i chorobliwej zazdrości. Zaradności i rezygnacji. Uległości i dominacji. Zmysłowości i ascetyzmu. Potrzeby posiadania tajemnic i bezwarunkowego wymogu otwartości, etc.

·        Niektórzy próbują postawić się czasowi, nie zgadzając się na zmiany w swoim stylu. Makijaż, uczesanie, maniery, twórczy nieład – dowód niezmienności pewnych prawd, może stałości uczuć, przyjaźni, dowód niezniszczalności więzów, dowód wierności samemu sobie…

·        Męski świat… Niedoszli politycy, artyści, aktorzy, menadżerowie, którzy żyją swoimi ambicjami, manifestując kompleksy i ukrywając rany. Obrażają się. Karzą. Jestem karana przez mężczyzn, których kocham. Nieokrzesani mali chłopcy. Niestrudzeni w swej zmowie przeciw kobietom. Ona: „nie wyobrażam sobie świata bez mężczyzn”. On:   „ja też”.

·        Jakaś część mnie wzbrania się przed miłością…Dlaczego tak trudno zaakceptować bezwarunkowo drugiego człowieka? Z jego wrażliwością, z jego obsesjami, z jego mrokami, ze słabościami, śmiesznością, egoizmem, z całym bagażem doświadczeń i ran, z potencjałem dobra i zła? Mój własny instynkt wzbrania się przed tym.

·        Poznawanie drugiej osoby jest fascynujące i straszne zarazem.

·        Miłość, która staje się smutna ma ostatni wymóg do spełnienia, jeśli nie chce skończyć w rynsztoku – samobójstwo, swoje zdegenerowane przeciwieństwo.

·        Jestem dzieckiem. Małą dziewczynką. Chcę się bawić. Chcę być kochana. Czy z tego się nie wyrasta?

·        Miłość bez zasad, granic i perspektywy – prowadzi donikąd. Żyję wbrew sobie.

·        Małżeństwo nie powinno być nigdy ani celem, ani środkiem do miłości. Miłość jest przypadkiem. Związek dwojga ludzi jest przytłaczający zarówno wtedy, gdy druga osoba pozwala ci na zachowanie swojej odrębności, ponieważ nie angażuje się w twój świat – wówczas przytłacza cię samotność; jak i wtedy, gdy jest szalona i niebezpieczna na twoją miarę, bo to stwarza więź, której nie jesteś w stanie znieść. Małżeństwo czyni nas nieszczęśliwymi ze względu na satysfakcjonującą wizję osobności lub szczęśliwą wizję życia w nierozłącznej więzi. Obie są iluzją.

1993-1994

·        Wojna między mężczyzną i kobietą. Jak w każdej wojnie powód jest błahy albo ukryty. Jest strachem i granicą tolerancji dla cudzej odmienności. Twoja broń: kiedy mnie nie rozumiesz, nazywasz to, co robię – błądzeniem, a to, co mówię – sofistyką. Cała reszta nawiedza cię w snach. Jeśli w ogóle masz sny…

·        Myję włosy, nakładam maskę kobiecości, starannie dobieram zapachy i barwy. Kupuję kwiaty do wazonu. I czekam, robiąc stek różnych rzeczy, które wydają się tak mało istotne, choć dla mnie zależy od nich nasze istnienie. Czekam na Ciebie lub na Koniec Świata. Pozbawiona miłości egzystencja żałosnie uwłacza  mi.

·        Nie ma uczuć nieodwzajemnionych. Jeżeli z nich miałyby rodzić się pytania o sens cierpienia, to wszelkie pytania pochodzą ze źródeł naszej egzystencji. Zatem każda miłość jest odnową zaślubin z Życiem.

·        Próbowano mnie ponownie nauczać lekcji, z której oblałam egzamin. Ile razy będę powtarzać tę samą klasę? Nieustanny powrót tego samego: rytuał spotkań, sztuka konwersacji, dezinformujące milczenie, pytania bez odpowiedzi. Jednak w obliczu klęski, ból pozostaje ten sam. Staje się nawet bardziej dramatyczny wobec złudzenia, że wraz z upływem czasu stajemy się mądrzejsi, silniejsi i bardziej odporni na porażki. Porażka zredukowała moją mądrość do złego losu… Poproszę o zmianę nauczyciela!

·        Czasem przemierzam fale oceanu i chodzę po tafli jeziora nie mocząc nóg i nie czując chłodu wody. Innym razem tonę… Śni mi się, że pływam i woda pieści moją skórę. Chcę się obudzić we śnie.

·        Granica miłości i przekleństwa. Oczyszczający płacz. Ulga. A potem nic. Chłód i żal zniknęły. Ciepło i miłość także.

·        Gubię cię i odnajduję raz po raz. Zapodziewasz się w mroku niedomówień, w udawanej miłości, w moich złudzeniach o innym życiu, w marzeniach innych ludzi, w spojrzeniu zamyślonego mężczyzny w białym swetrze. Dzielą nas rodziny, przyjaciele, pragnienia, oczekiwania, chłopiec w tobie, dziewczynka we mnie. Szukam cię wszędzie i znajduję wtulonego w moje ramiona w środku nocy.