Kieszonki pełne smutku
Maïka od pewnego czasu wybierała się w odwiedziny do Białej Chmury, który obiecał zabrać ją w podróż do nowego wymiaru. Ciągle jednak coś jej przeszkadzało w przygotowaniach do wyprawy, a w uszach dźwięczały jej słowa przyjaciela, powtarzającego, że należy podróżować z lekkim sercem. Tymczasem jej serce było ciężkie jak kamień, coś usadowiło się w jej splocie słonecznym i mocno ściskało za gardło. Maïka czuła na sobie przygniatający ciężar wszystkich nieszczęść świata. Mimo to postanowiła udać się do Białej Chmury, żeby opowiedzieć mu co się z nią dzieje i uzyskać od niego poradę, a może przynajmniej magiczne lekarstwo na przywrócenie radości życia. W końcu od czego są przyjaciele…
Wzięła do kieszeni parę kamieni, zabrała szkło, które znalazła tego ranka przy śmietniku i udała się w stronę lasu. Po drodze skubnęła kawałek mchu, mrucząc pod nosem – „Może się przydać…” i podniosła z ziemi biało-szare-pióro ptaka, mamrocząc znowu pod nosem – „Ty też mi się przydasz…” W końcu doszła do rozdroża, w którym zaczynało się królestwo Białej Chmury. Stanęła na skraju lasu, wygrzebała rękoma dołek, który miał szerokość jej rozciągniętej dłoni i głębokość zacisniętej pięści. Wyścieliła wgłębienie mchem – „na miękkie lądowanie” – powiedziała uśmiechając się do siebie. Na mchu ułożyła cztery małe kamienie – „świt, zmierzch, południe i północ” – powiedziała. Pomiędzy kamieniami po przekątnej włożyła delikatnie pióro ptaka – „na ochronę przed złem” – dodała. Na dołek położyła kawałek szkła, przysypała go lekko trawą i ziemią. Rozejrzała się jeszcze za kijem, chwyciła go mocno w dłoń, wyprostowała się i zastukała 3 razy w szkiełko, wypowiadając zdanie:
Jestem światem fantastycznym wewnątrz mnie – magicznym zewnętrzu.
Portal otworzył się i Maïka powędrowała w stronę opiekuńczego drzewa Białej Chmury.
Biała Chmura przywitał ją z uśmiechem i z otwartmi szeroko ramionami i zaproponował orzeźwiający napój. Maïka od razu poczuła się lepiej. Usiedli razem przy ognisku sącząc znakomity eliksir, który miał posmak owoców egzotycznych i pachniał miętą i szałwią. Biała Chmura wyciągnął swój instrument przypominający banjo, a może bałałajkę; nigdy nie zdradził jej pochodzenia instrumentu, wiedziała tylko, że był do niego bardzo przywiązany. Szaman niewiele mówił, a to, co chciał powiedzieć, docierało do Maïki drogą telepatyczną, jakby pozwalał jej czytać swoje myśli. Ale ma się rozumieć, tylko niektóre. Biała Chmura zaczął śpiewać piękną pieśń w języku swojego plemienia, rytmicznie uderzając w struny. Maïka zamknęła oczy i zasnęła.
Kiedy się obudziła, stała nad brzegiem znajomej rzeki. Po drugiej stronie wpadał do niej wodospad prosto ze skalistej ściany, za którą ukrywał się las. Tak bardzo pragnęła przejść na drugą stronę, żeby zanurzyć się w cudownej, błyszczącej wodzie, że jej pragnienie zmaterializowało się tworząc tęczowy most. Rozejrzała się niepewnie. Ostatnim razem nie była tutaj sama. Przypomniała sobie o gwizdku i o słowach ducha lasu – „Kiedy będziesz potrzebowała pomocy, zagwizdaj”. Wymacała go ręką w kieszeni – może ciągle tam był, a może pojawił się, kiedy o nim pomyślała. Wyciągnęła go i leciutko zagwizdała. Po chwili usłyszała dźwięczny stukot kopyt, odwróciła się i zobaczyła Liko – białego jednorożca. Pogładziła go po białej grzywie i wsiadła na jego grzbiet, który uniósł ją po tęczowym moście na drugą stronę lasu. Przy wodospadzie czekał na nią skrzat z poczęstunkiem i ręcznikiem kąpielowym. Rzucali w siebie płatkami kwiatów i chlapali się wodą. Po pewnym czasie skrzat zniknął i Maïka podążyła w jego ślady, co nie było trudne, bo z kieszeni wypadały mu drobne kryształki, które mieniły się w słońcu, wskazując Maïce drogę. Gdy skrzat pojawił się przed nią w całej krasie, uświadomiła sobie, że znajduje się niebezpiecznie blisko groty, do której nie lubiła wchodzić sama, bo nigdy nie było wiadomo kogo w niej spotka i w jakich okolicznościach. Skrzat spojrzał na nią ze współczuciem i wręczył jej największy kryształ, jaki miał w kieszeni.
-„Jestem Klavio” – wyszeptał.
-„Jestem Maïka” – odpowiedziała Maïka i grzecznie podziękowała za kryształ, odwdzięczając się Krówką, którą miała w kieszeni. Klavio zniknął, a ona z ciężkim westchnieniem weszła do groty, w której panowała wilgoć i ciemność. Po środku groty stał dziwaczny stwór, wyglądał trochę jak Plastuś, ale był dużo większy i o wiele mniej sympatyczny. Jego gadzia skóra błyszczała od wilgoci. Znajdowały się w niej małe zagłębienia, w których gromadziły się łzy. Zamiast oczami, płakał całym ciałem, gromadząc łzy w wyrostkach na ciele, które przypominały małe kieszonki.
-„Kim jesteś?” – spytała Maïka.
-„Jestem twoim smutkiem”- odpowiedział niby-plastuś.
-„Czego chcesz ode mnie?” – spytała znowu Maïka.
-„Pragnę być zauważony i zrozumiany. Chcę, żeby inni zobaczyli świat moimi oczami.”
Maïce zrobiło się smutno…tak bardzo smutno, że usiadła w grocie na zimnym i mokrym kamieniu i zaczęła szlochać. Zrobiło jej się zimno. Im bardziej wczuwała się w nastrój gadziego plastusia, tym bardziej ogarniała ją apatia. Zapomniała z jakiego powodu znalazła się w grocie i zaczęła się martwić, że zostanie tu na zawsze, bo nie będzie miała odwagi wyjść z niej o własnych siłach, ani nie będzie miała siły zostawić niby-plastusia na pastwę losu. Pogrążając się coraz bardziej w smutku, spostrzegła, że gdy kieszonki na ciele niby-plastusia przepełniają się łzami, tworzą się następne, które przejmują ich funkcje. Zauważyła też, że przegródki wypełniają się łzami tak szybko, że wkrótce zabraknie mu skóry na nowe kieszonki. Maïka poczuła, że jej stopy wilgotnieją od łez niby-plastusia, które zaczynają wyciekać z nabrzmiałych kieszonek tworząc kałuże. Poderwała się na równe nogi. Osuszanie groty po ostatniej powodzi trwało klika dni, które Maïka spędziła w łóżku pod kołdrą. Przypomniało jej się, dlaczego tu jest… Biała Chmura wiedział, co robi, usypiając ją swoim śpiewem. Wiedział, że nie wróci tutaj z własnej woli. Mogła wprawdzie liczyć na pomoc Liko i Klavia, ale teraz była sama i musiała rozprawić się z problemem płaczących kieszeni. Jedyną bronią, którą miała w rękach był kryształ o cudownej mocy. Postawiła go na kamieniu i zaczęła go powiększać siłą myśli. Światło kryształu wypełniło całą grotę. Łzy niby-plastusia zaczęły znikać jak plamy po praniu. Jego kieszonki zaczęły się zmniejszać.
-„Wiem, że jesteś częścią mnie” – powiedziała w końcu Maïka. „Nie chcę jednak patrzeć na świat twoimi oczami… Chcę patrzeć na świat oczami duszy” – dodała.
Położyła obie ręce na krysztale, który zrobił się taki duży, że nie mogła go już podnieść i patrząc niby-plastusiowi w jego smutne bezłzawe oczy, powiedziała:
W mocy tego kryształu moja magia jest skryta. Światło prowadzi do zanurzenia krokodyli w cieniu. Jestem światłem, które pomaga krokodylowi cienia zanurzyć się w świecie. Jestem dzieckiem ziemi, ziemskim aniołem, wibracją, kreacją i twórcą. Mocą tego kryształu, przekształcasz się w to, co zechcę. Niech tak się stanie!
Maïka obróciła się trzy razy wokół własnej osi, kryształ zaczął wibrować, a niby-plastuś zaczął się kurczyć i kurczyć, aż została po nim tylko jedna kieszonka, z której wyrosła śnieżyczka przebiśnieg!
-„Kiedy skończysz kwitnąć, wrócę po twój korzeń” – mruknęła Maïka i wyszła z groty, przed którą czekali na nią skrzat Klavio i jednorożec Liko. Usadowiła się na grzbiecie Liko, ale nim doszli do wodpsoapdu, Maïkę zmorzył sen. Kiedy się obudziła, siedziała obok Białej Chmury, który głaskał jednorożca.
„Ach więc tym razem, to nie był sen” – mruknęła zadowolona i uśmiechnęła się do siebie. Biała Chmura miał tego dnia dużo pracy, a Maïka czuła, że jej dzisiejsza misja dobiegła końca. Podniosła się więc w końcu, pogrzebała ręką w kieszeni i podała Białej Chmurze magiczny gwizdek, prosząc o jego przechowanie. Co by to było gdyby się nagle zawieruszył w ziemskim wymiarze…? Szaman wręczył jej srebrne puzderko. W środku znajdował się sproszkowany puder jednorożca w kolorze złotym i szmaragdowym. Tak jak lubiła! Pożegnali się z uśmiechem i lekkim sercem.
***
Maïka uświadomiła sobie, że nie da się posprzątać groty raz na zawsze. Nawet po wielkich porządkach i żmudnych wysiłkach osuszania groty promieniami słońca i energią kryształu, w ciągu następnych dni, na ścianach groty zbiera się wilgoć. Z wilgoci rodzi się niby-plastuś, który produkuje kieszonki wypełnione łzami. Maïka zrozumiała, że grota była dla niej drugim domem i że wymaga ona częstych wizyt i ciągłej higieny. Każdego dnia spotyka przecież smutne osoby, które sprawiają, że wzbiera także smutek w jej sercu, a pewne sytuacje przypominają jej niby-plastusia uwięzionego w grocie. Maïka postanowiła zadbać o to, by grota była wypełniona tęczowym światłem, odbijającego się w słońcu kryształu i by nie zabrakło jej energii i pomysłów na to, by niedopuścić do nadprodukcji kieszonek smutku… Tymczasem postanowiła zrobić użytek ze sproszkowanego rogu jednorożca.