Energetyczne – zrodzone z konfrontacji codziennych fenomenów z praktyką medytacyjną.

„Sztuka czyści duszę z codziennej warstwy kurzu.”

Pablo Picasso

Czerwone jezioro zachód_22.04.16    Czerwone jezioro wschód_22.02.16

Czerwone jezioro_22.04.16

Gaia_03.04.16    Alchemia zmiany_12.04.16   

              Gaia_03.04.16                                Alchemia zmiany_12.04.16

Essence divine 03.01.16       Intencja_01.04.16

Boska esencja_03.01.16                                 Intencja_01.04.16

Koncentracja_25.02.16      Kwiat przyjaźni_30.12.15

           Koncentracja_25.01.16                  Kwiat Przyjaźni_30.12.2015

Dziwny kwiat_02.04.16      Radość tworzenia_05.02.16

          Dziwny Kwiat_02.04.16                   Radość tworzenia_05.02.16

Pełnia Księżyca_25.01.16         Tunel_22.03.16

Pełnia Księżyca_25.01.16                                    Tunel_22.03.2016

Tworzenie jest uzdrawianiem_28.02.16     Światło

Tworzenie jest uzdrawianiem_ 28.01.2016             Światło

Uzdrawiane Rafaela_12.12.15      Wyniesienie_23.01.16

               Uzdrawianie Rafaela_12.12.16              Wyniesienie_23.01.16

Życiodajna fontanna_18.02.16    Mahaut_2013     

Życiodajna fontanna_18.01.16                Mahaut_2013

Abyssus abyssum invocat

Abyssum

2016

  • Chaos jest wyższą formą ekspresji Jaźni, która jest niepojmowalna i niekomunikowalna bez struktury. W pogranicznym zaburzeniu osobowości strukturą jest jednostka chorobowa, którą można opisać w pewnych przypadkach jako burzliwą czkawkę uczuciową, w innych jako bulgotanie lawy i powolne wstrząsy skorupy ziemskiej, zwieńczone emocjonalnym tsunami. To nieustająca walka, by zdążyć przed pustką. Nawet jeśli borderowiec angażowałby się w swoje projekty z nieskończoną intensywnością, zatracając się w obiektach, pasjach lub podmiotach, i tak będzie rozpościerać się przed nim wielki krater przypominający czarną dziurę, w którą będzie miał ochotę skoczyć. Zamiast skakać, próbuje ją wypełnić, składając w jej wnętrzu kawałki siebie jak sakralną ofiarę. Szuka wyzdrowienia, zapominając, że we wszystkich swoich przedsięwzięciach terapeutycznych, od rana do wieczora, odżywia się  pustką i że tym samym dokarmia ją, powiększa ją, wypieszcza ją… Jest jak uroboros, który zjada swój własny ogon. Destrukcja jest jego odrodzeniem. Choroba jest jego strategią komunikacji i szansą na zrozumienie świata. Coniunctio oppositorum. Apokatastasis. Die Ewige Wiederkunft.

2014

  • Jestem jak Otchłań… w którą wrzucam miłość, przyjaźnie, przeczytane książki, stworzone koncepcje, projekty, stosy zapisanych kartek, stosy spalonych pamiątek, tuby farb, kredki, ziemię, glinę, kamienie, beczkę wina, beczkę soli, a co jakiś czas ziemia i tak się obsuwa i tworzy się nowa wyrwa… Otchłań jest wiecznie głodna… nigdy nie uwolniłam się od uczucia pustki, poczucia samotności i pytania o przynależność do tego świata i mojego w nim miejsca.

2013

  • Podążanie nurtem życia wydawało się naturalne, gdy niósł mnie silny prąd rzeki. Pewnego dnia jednak prąd zatrzymał się, nurt rzeki zaczął poruszać się ruchem dośrodkowym i wciągać mnie w swoje wiry. Od czasu do czasu ustawał, wyrzucając mnie na powierzchnię, nie wiedziałam, kim jestem i dokąd zmierzam. A potem zaczął się ruch odśrodkowy i znowu trzeba było nadążyć za prądem.

1995-1998

  • Jestem na granicy obłędu, u kresu wytrzymałości. Jeśli los mi nie odpuści, umrę. Z miłości, z niewiedzy, z szaleństwa, z braku chęci do życia. Umieram po kawałku. Krzyk to za mało. Żyć to za mało. Śmierć… Jest blisko.
  • Tyle bólu, to za dużo. Bóg, Bóg, Bóg… Deus absconditus…
  • Boże, gdzie jesteś? Jestem przy tobie. Wiem…
  • Absurd niemożliwości… Gdzie ja jestem ? Nawet nie „pomiędzy”, tylko gdzieś „po tamtej stronie”.
  • Ciekawość jest źródłem filozofii. Jest także źródłem zła, bo zachęca do niebezpiecznego przekraczania granic, nawet jeśli są to tylko granice naszego myślenia. Zło rodzi się w nas. Usidla nas, zamraża, sprawia, że czujemy się w sytuacji bez wyjścia. W gruncie rzeczy jest to więc piekło, które sami sobie fundujemy. Jestem żywym materiałem, na którym eksperymentuję w sposób najbardziej niebezpieczny, bo na własnej duszy. Coraz dalej odchodzę od tego, co kiedyś było dla mnie tak spójne i oczywiste – dobra, wiary, spokoju. Zaszłam już na tej drodze zbyt daleko, by powrócić do stanu niewinności. Muszę żyć ze skazą.
  • Lekkość. Anonimowość. Coś, co na chwilę zdjęłoby ze mnie ten uciążliwy balast. Tę patetyczną powagę, zdławiony krzyk. Maskarada balu przeciw złu.
  • Są osoby, które sięgają do najgłębiej ukrytych we mnie pokładów zła, wyzwalają najohydniejsze instynkty. Spotkania z nimi odczuwam jak uwięzienie w szprychach diabelskiego koła, którego wbrew swojemu instynktowi życia, nie jestem w stanie zatrzymać. Rozpoznaję w sobie najbardziej okrutne i odrażające postacie z bajek, które będąc mną, jednocześnie stoją z boku i patrzą jak przywodzę się do zguby. Zamykają się przede mną wszystkie drzwi. Nawiedzam w koszmarach sennych. Jestem jak dżuma, przed którą nie ma ucieczki. Sytuacja ta nie wyklucza działania. Jednak cokolwiek bym nie robiła, obsuwam się w dół. Tego nieuchronnego upadku nie jest zdolna powstrzymać żadna siła. Próbując ją przezwyciężyć pisząc, nie przestaję się jej poddawać. Opowiadam, ponieważ się osuwam. A słowa… są tyleż organizacją chaosu, co jego magicznym narzędziem. Moje słowa są symbolem niszczenia. Nie zaglądam do kotła. Ja w nim utknęłam.
  • Odkryłam w sobie pasję do intelektualnego rozporządzania  swoimi stanami i odczuciami innych. Czerpię z tego zgniłą przyjemność. Wiem, że to ucieczka przed nieznanym. Próba zachowania twarzy. Bardziej chodzi o niezmienność maski niż o prawdziwą twarz. Może stąd właśnie bierze się cynizm. Z braku pokory. Ze świadomości, że na poziomie intelektualnym nie ma niczego, co mogłoby cię zabić. Śmierć intelektu oznaczałaby unicestwienie podmiotu. Czysta mistyka. Coś, co przeraża zhardziałe ego.

1993-1994

  • To, co pod powierzchnią, ślizga się na pograniczu wytworów sztuki, naszej wyobraźni i ciemnej strefy, wykraczającej poza dobro i piękno ludzkiej istoty. Na powierzchni żyje to, za pomocą czego postrzegają nas inni. Na powierzchni mieszka naturalne pragnienie, ogarniające i porządkujące rzeczywistość. Jest to estetyczne pragnienie ładu i harmonii, niezbędne do odnajdywania koniecznych wartości. To, co pod powierzchnią należy do domeny cierpienia, pożądań i mrocznych lęków.
  • Pod maską spokoju czai się, spętla myśli i omamia nieznana siła destrukcji. Nie mogę skupić się na rzeczach istotnych. Coś mnie opętało. Jestem krzykiem.
  • Żyję pusto i powierzchownie. Nie mogę wydostać się z tej klatki; nie potrafię się zanurzyć. I nie mam dokąd uciec.
  • Czuję, że znowu nieuchronnie zbliżam się do tego paskudnego miejsca, pozbawionego złudzeń. Nikt nie uczy miłości. Nikt nie mówi o miłości. Jestem zgubiona.
  • Jest jeszcze gorzej niż w piekle. Waham się w sprawach istotnych.
  • Ciemne siły wzrastają w siłę, gdy zło nie jest zduszone w zarodku. Zło powraca, gdy w porę nie dostrzegamy niebezpieczeństwa, a światło jest zbyt słabe, by rozproszyć ciemność.
  • Gdzie jest kres bólu?